Dla poprawy humoru postanowiłam odświeżyć kolor moich włosów. Nie czekałam aż minie miesiąc od poprzedniego hennowania tylko tydzień przed "terminem" ;)
Tym razem hennę Hesh Mehandi zmieszałam z Amlą. Około 30 g henny i 10 g amli - bałam sie zbyt zimnego czy ciemnego odcienia, więc dodałam niewielką ilość amli ;) Mieszankę wzbogaciłam placentą i spiruliną, a także zieloną glinką w celu zagęszczenia papki. Zalałam cytrynką od herbaty.
Zdjęcie bez lampy:
Mieszankę nałożyłam na umyte Barwą ze SLESem włosy na mniej więcej 2 godziny. Po tym czasie dokładnie zmyłam hennę wodą i poczekałam aż włosy lekko podeschną, a następnie wysuszyłam suszarką. Był wieczór, więc zdjęcia zrobiłam następnego dnia rano.
Zdjęcie bez lampy:
Zdjęcie w pełnym słońcu:
Włosy były nieco sztywne i szorstkie, bardziej niż przy poprzednich hennowaniach, ale z drugiej strony szybciej straciły świeżość - już po 1,5 dnia u nasady widoczne było lekkie przetłuszczenia. Możliwe, że spowodowane było to chorobą, która podstępnie niszczyła mnie od środka. W niedzielę miałam gorączkę 37,5 stopnia, za to we wtorek 38,5 mimo przyjmowania 2x dziennie paracetamolu :/ Również z powodu choroby, czy raczej ciężkich przejść z państwową służbą zdrowia post dopiero teraz powstał (ganiałam od przychodni do przychodni po pracy, planową wizytę mogłam mieć dopiero w czwartek, musiałam prosić o przyjęcie mnie wcześniej :/ Na szczęście po wygłoszeniu wykładu, że powinnam iść do swojego rodzinnego lekarza itp itd zostałam przyjęta...).
Na koniec bonusik - pokusiłam się kilka dni temu na zaplecenie warkocza duńskiego :) Nie było to łatwe, gdyż zaplata się go odwrotnie niż francuza i ręce jakoś same chciały pleść francuski :P Musiałam myśleć nad każdym ruchem ;) Ale udało się! Niestety przy tego typu plecionkach cieniowane włosy niweczą nieco starania, ale za to jaśniejsze pasmo ładnie się ułożyło i dało ciekawy efekt:
Pozdrawiam Was cieplutko ;)