niedziela, 8 grudnia 2013

Zasoby kosmetyków i denko listopad 2013

DENKO i ZAKUPY:


Zużywam, zużywam i walczę z checią kupowania. W listopadzie wygrałam! Zużyłam 2, kupiłam 1. Oby świąteczna gortączka nie spowodowała upadku planu w grudniu :P

Zużycia:


1. Bingo SPA, Szampon z żeń-szeniem (KWC brata) zaw. SLES - taniutki o dobrym składzie szampon ze SLES. Zawiera kolagen, ekstrakt z żeń-szenia. Nie plącze włosów, dobrze myje, ale nie skrzypią z czystości, więc nie robi wrażenia szamponu mega oczyszczajacego. Swój udział w opinii ma też polepszony stan moich włosów, które ma Bingosiowe proteiny reagują ładnym wygładzeniam. Ma przyjemny nienachalny zapach, dobrze się pienie, nie jest rzadki, więc nie przelewa się przez palce. Używa się go przyjemnie. Jak napiszę, że jest wart swojej ceny to go obrażę , gdyż jest taniutki :P Polecam spróbować, zdrowe włosy odczują nawet pielęgnacyjne jego właściwości. Zniszczone mogą być niezadowolone z obecności SLES, protein i ekstraktu, więc nie polecam ;) Dostępność jest jego wadą - tylko Tesco (najtaniej) i sklepy sprzedające kosmetyki Bingo - głównie małe drogerie, sklepy zielarskie. Możliwe, że kupię ponownie.

2. Receptury Agafii - Drożdżowa maska do włosów - rzadka, pięknie pachnąca maska o zastosowaniu głównie skalpowym. Na końce za słaba, zdrowe włosy u nasady z kolei nabłyszcza niesamowicie. Efekt jak po placencie. Nakładać trzeba z rozwagą - może obciążyć, ale jego rzadka konsystencja ułatwia oszczędność ;) Nakładając na długość nie czuje się zbytnio poślizgu , więc nakładam go dużo, często przelewał się przez pelce a efekty były słabe. To maska na skalp i tyle. Ewentualnie warto spróbować b/s. Tu wyraźnie odczujemy działanie olejku z kiełków pszenicy. W tej wersji jest świetny. Pachnie bosko, ale zapach po wyschnięciu włosów magicznie znika. A szkoda... Kupię ponownie? Pewnie tak, ale już kupiłam wcześniej, więc zużywam kolejny słoiczek ;)


Nowości:


1. DeBa BioVital balsam regenerujący z Biedronki  - strasznie o nim głośno, więc jak obniżyli cenę do 4 zł to musiałam spróbować. Użyłam już i jakie wrażenia? zapach kiepski, sądziłam że będzie przyjemny orzechowy jak masło shea a tu nic z tego (podobnie liczyłam na krem do rąk tej firmu, który ma świeyny skład a zapach średni. Niby jak prawdziwe jadalne migdały ale jakoś nie do końca...). Pachnie dziwnie, ale słabo i nie przeszkadza. Działa w porządku. Nie okazał się słaby, ale WOW też nie spowodował, więc po pierwszym użyciu mogę jedynie powiedzieć, że jest wart swojej niskiej ceny, nadaje się do włosów, nie szkodzi im i nawet nieco nawilża ;)


2. Niewłosowe, ale odkrycie: podkłady mineralne Anabelle Minerals.Nie jestem specjalistków od makijażu, maluję się, żeby ukryć niedoskonałości (zaczerwienienia, naczynka, czasem wypryski, błyszczenia) i wyglądać wyraźniej (podkreślam oczy). Nie potrafię zrobić swatchy (tak to się pisze? :P), porównać odcienie z milionem innych podkładów itp. więc szkoda "marnować" całego posta na ten temat. Chociaż zachwyciły mnie tak bardzo, że uważam że zasługują :) Kupiłam podkład kryjący w prawdopodobnie najbardziej zbliżonym do mojej cery odcieniu, próbkę wersji matującej, próbkę ciemniejszego w razie W i dostałam próbkę rozświetlajacego (w podobnej tonacji! nie dają próbek na Jana tylko jako uzupełnienie zakupów - wielki plus dla sklepu!). Jestem zaskoczona, że pyłek o dobrym składzie tak dobrze kryje! Nie zapycha, nie wałkuje się, można stopniować krycie, mieszać kolory, rodzaje (na srodek twarzy dokładam matyjący, na kości policzkowe rozświetlający) a one współgrają ze sobą. Tylko trwałość jest wadą - ściera sie łatwo (zasmarkane noski wiedzą co mam na myśli, 2-3 użycia chusteczki do nosa i makijaż w tym miejscu szlag trafił :/). chcecie jakiś wywód teoretyczny na ten temat? Z góry ostrzegam, że zdjęcia makijażowe to nie moja działka :P



Plany na denko:


Ostatnio pielęgnuję włosy różnorodnie, więc plany na denko polegają na tym, że wyznaczone kosmetyki używam częściej niż inne, ale nie non-stop ;) Połowę lub mniej w opakowaniu widzę w przypadku:

4. Sesa o zapachu egzotycznym

To na nich się skupię. Postawię sobie z przodu w szafce, aby pierwsze wpadały w łapki. Po co ma stać słoik/butelka z mniej niż połową zawartości? Zwłaszcza, że są to kosmetyki najstarsze. Z wyjątkiem Sesy, w której pokładałam nadzieje, więc "rzuciłam się" na nią po zakupie. Rozczarowała mnie, więc poszła w odstawkę. Trzeba ulżyć jej cierpieniom i zużyć ;)



Rachunek sumienia - co posiadam do włosów: 


Szampony:



Odżywki d/s:

a) bez silikonów


b) z silikonami:


Odżywki b/s



Wcierki:




Półprodukty i dodatki:

5. Aloes zatężony 200x
6. Mydełko Sesa
7. Cassia
8. Mydełko nepalskie z henną do ciała i włosów
9. Bhringraj
10. Neem

Henna:

1. Mumtaz


Oleje:

1. Babydream 
2. Babydream fur Mama
3. Olej arachidowy
4. Sesa o zapachu egzotycznym

sobota, 7 grudnia 2013

Aktualizacja włosów listopad 2013

Stan włosów w poprzednim miesiącu




Stan włosów na dzień 07.12.2013



Po nocnym dobierańcu na szybko ;)






Często pytacie o kolor włosów. Obok zdjęcie zrobione 2 mycia po hennowaniu bez lampy na dworze (na wsi, stąd "robocza" kurtka :P)





























Pielęgnacja:


Pielęgnacja w listopadzie różnorodna, ale prosta. Nie mam czasu na domowe maski czy płukanki. Posiłkuję się gotowcami.

Szamponów używałam na zmianę. Fructis i Babydream fur Mama dla zapachu i nawilżenia, a co drugie mycie coś mniej obciążającego: mydełko cedrowe Agafii i Bingo z żeń-szeniem, którego chciałam już skończyć, gdyż niewiele mi go zostało. Udało się, więc w kolejnym poście krótka recenzja, taka mini :)

Odżywki pomału są za słabe dla włosów. Sezon grzewczy, kurtki i szaliki dają im się we znaki, więc częściej używam masek. Maska marokańska PO zaczęła sie sprawdzać nawet jako b/s, więc jest to dowód. Nie odciąża ona włosów, nadaje im połysk, gładkość i silnie pachnie. Ma specyficzny zapach, którzy niektórzy lubią, inni nie. Jedni twierdzą, że jest kadzidlany, orientalny a wg mnie pachnie męskimi kosmetykami :P Nie zachwyca mnie, ale jest miłą odmianą, jak włosy pachną i ten zapach kilka godzin po mycui jeszcze czuć ;) Nie przepadam za jej konsystencją, jak masło, ale nie klei się do skóry, tylko lubi grudkami spadać z dłoni i mazać się po skórze zamiast pozostawać na włosach. Dopiero jak rozgrzeje się w dłoniach to jest łatwiejsza w obsłudze. Podobne działanie ma maska Love2mix z acai i perłą, ale o wiele łatwiej ją zastosować, dzięki temu oszczędniej ;)

Na skalp i włosy u nasady używam maski drożdżowej Agafii. Skalp jest w dobrym stanie, nic nie swędzi, nie łuszczy się, nie boli, więc wnioskuję, że niczego mu nie brakuje ;) Możliwe, że wpływa na odżywienie cebulek, ale nie skupiłam się na efektach długofalowych, więc nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić. Efekty doraźne są widoczne. Włosy u nasady są bardziej błyszczące (nie narzekam na matowość włosów a po masce błyszczą bardziej!). Używałam jej też na całe włosy, ale dla końców o tej porze roku jest o wiele za słaba. Są bardziej szorstkie, suche, nie czuć żadnego działania, tak jakbym umyła je tylko szamponem. Dlatego drożdżową zużywam na włosy u nasady i skalp, im też się coś należy a odpowiednio wypielęgnowane teraz będą sprawioały mniej klopotów jak będą bliżej końców ;) Na to liczę.

Przypomniałam sobie o masce BingoSpa z kaszmirem i kolagenem. Bardzo ją lubiłam na poczatku włosomaniactwa, gdyż nadawała puszystość i lekkość włosom. Używałam jej do doproteinowania włosów. Później bombą proteinową była odżywka Artiste regenerująca, którą stosowałam od czasu do czasu, po jakimś czasie częściej. Zawiodłam się, gdyż efektu puszystości już nie uzyskiwałam. Teraz przypomniałam sobie o Bingo i co? Też brak specjalnej objętości. Nie obciąża włosów, ale je wygładza. Wniosek? Chyba porowatość moich włosów zmalała, stały się zdrowsze i efekt protein typu jak piorun w miotłę już mi nie grozi. Niby to dobrze, że włosy są w lepszym stanie, ale jak pragnę opdbjętości to pozostaly mi już tylko płukanki i stylizacja ;)

Balsam Biedronkowy był u mnie za 4 zł, więc musiałam spróbować ;) Jak wspomniałam włosy potrzebują częstszego używania masek, więc balsamy używam rzadko, właściwie na próbę. Odwróciła sie proporcja - głownie maski a raz w tygodniu balsam ;) Podobnie z balsamem Agafii na łopianowym propolisie, którego używam od czasu do czasu teraz, żeby przypomnieć sobie jak działa na moje włosy.

Staram się olejować włosy, chociaż na 30 minut. Używam głównie oliwki Babydream fur mama, czasem spożywczego: orzech arachidowy lub włoski ;) Brak oleju późnym latem był odczuwalny na moich włosach, więc teraz się pilnuję. Zaczęłam chodzić na fitness, gdzie i tak po 15 minutach jestem spocona i włosy mam kiepskie, więc korzystam z okazji i nakładam trochę oleju na długość, zaplatam w dobierańca i idę się wypocić. Po treningu zawsze muszę umyć włosy, więc przy okazji jakieś 2 godzinki wcześniej "poużywają" sobie uleju ;) Stan nie wzbudza zastrzeżeń ;)

Co jeszcze zmieniłam zimą? Używam więcej silikonw. Serum nakładam obficie i często następnego dnia po myciu jeszcze dokładam. Śliskie włosy łatwiej uciekną przed uszkodzeniami z powodu zimowych ubrań ;) Używam Oriflame Hair X balsam termoochronny. Sera tej firmy często zawierają alkohol a niepozorny balsam termoochronny o konsystencji mleczka i opakowaniu jak środek do stylizacji najlepiej nadaje się do ochrony jako silikonowe serum. Duże opakowanie wystarczy jeszcze na kilka miesięcy. 

Myję włosy tylko wieczorem - schną długo i zapalenie płuc miałabym murowane. Suszenie suszarką zajmuje ok. 40 minut przy ciepłym nawiewie. I tak chwilę muszą "ostygnąć", wiec musiałabym wstawać o 4tej :/ Myję wieczorem, podsychają cześciowo same, czasem podsuszam suszarką, jeszcze wilgotne luźno zaplatam lub zwijam w koczek i dosychają same w nocy. Nie ucierpiały jakoś specjalnie na tym ;)

Tradycyjnie koloryzowałam włosy. 18.11 hennowałam BAQ z sokiem z cytryny, dojrzewała 24h, trzymałam 2h. Kolor świetnie łapie, łatwo rozrabia się na gładką masę. Mam zapas, więc dokładniej się z nią zapoznam i poeksperymentuje z dodatkami w kolejnych miesiącach ;) Pani Ula mieszka niedaleko, wiec przy pewnych brakach nie będzie problem ich uzupełnić ;)

Jak Wasze włosy zareagowały na zimę? Bardzo zmieniłyście pielegnację?


Pozdrawiam Was cieplutko! :)


P.S. Nadal jestem zaganiana, więc wybaczcie późniejsze odpisywanie na maile czy komentarze. Każdy z nich bardzo mnie cieszy, uwielbiam odpisywać, ale czasem nawet nie włączam komputera w domu. A w pracy korzystam z niego tylko do pracy ;) Niesamowite jak nowa praca spowodowała, że jestem porządniejsza :P

środa, 6 listopada 2013

Kosmetyki do włosów: zakupy i denko. Październik 2013

Tym razem postanowiłam nie zadręczać Was moją przydługą listą kosmetyków i napisać tylko to co ubyło i to co przybyło ;)

Ubytki i denko:

1. Facelle sensitive - szamponów mam wystarczająco dużo, spisują się świetnie, wiec postanowiłam przekwalifikować oczekujące na użycie Facelle z szamponu na płyn do higieny intymnej (zgodnie z przeznaczeniem producenta). Nie było sensu kupować, skoro mam pod ręką. Facelle świetnie nadaje się w czasie, gdy włosy mocniej się przetłuszczają, a teraz o dziwo pragną nawilżenie i nawet szampon Fructis Fruity Passion z olejkiem kokosowym przestał je obciążać. Kupię ponownie do obu celów :)
2. Artiste, Odżywka intensywnie regenerująca - odżywka dobra, kupiona jako bomba proteinowa obnażyła moje włosy: zamiast je przeproteinować lekko je wygładzała bez obciązenia. Wniosek: moje włosy są na tyle zdrowe, że proteiny je wygładzają, nie dają efektu miotły ;) Teraz receptą na mega puszystość są płukanki ziołowe, kawowa lub piwna, a takze suchy szampon. Wkrótce recenzja. Odżywkę uważam za po prostu dobrą, więc jak zapragnę protein to kupię ponownie, albo jak będzie w bardzo obniżonej cenie.

Zakupy i nowości:

1. Olej arachidowy - olej sezamowy dobiega końca, więc kupiłam w Lidlu ostatni olej arachidowy z tygodnia chińskiego. Kosztował wtedy 10 zł a ja kupiłam go za 4 zł / 250 ml. Tego typu spożywcze oleje zużywam też w kuchni jako dodatek do załatek lub częściej dodatek do soku marhwiowego (Wit. A rozpuszcza się w tłuszczach, więc tym dodatkiem wspomagam jej przyswajanie, a jakie ciekawe smaki czasem uzyskam - sezam był najbardziej specyficzny :P).
2. Babydream fur Mama płyn do kąpieli - ten zapach i pianka jak po mleku ciągną mnie do niego nieustannie :) Teraz włosy trudniej obciażyć, wiec postanowiłam ponownie do niego wrócić. Zwłaszcza, że jesień to czas uporczywego otaczania się słodkimi zapachami.

Plany na denko:

1. Bingo z żeń-szeniem - szampon z SLES do głębszego oczyszczania włosów. Zostało mi go niewiele, poza tym mam już szampon z ALS i MLS, więc siarczanów do oczyszczania mam dość. W razie potrzeby mogę użyć żelu do twarzy (mydełko dziegciowe przejęło rolę myjadła do twarzy, więc żele trzeba jakoś zagospodarować).
2. Receptury Agafii - Drożdżowa maska do włosów - cudownie pachnąca (mam wrażenie, ze ostatnio robię zakupy tylko nosem...), świetnie nawilżająca skalp i włosy u nasadu. Kupiłam 2 opakowania, jedno powoli dobija dnia, więc czas je skończyć. Zawsze to jedno pudełeczko mniej.
3. Olej sezamowy - zostały może ze 2-3 łyżki, więc jak nie dopiję, to "doolejuję" ;)


Stan kosmetyków:

1. Szampony: 4
2. Odżywki: 9 (opakowań 10)
3. Oleje: 5 (w tym 3 kosmetyczne, 2 spożywczo-kosmetyczne)

przesada!
za dużo
blisko normy
tyle, ile trzeba

Szamponów trochę za dużo, 2 wystarczą w zupelności. Odżywek? No cóż... Bez komentarza. Przy "wypasionej" pielęgnacji powinny być 4: proteinowa, nawilżająca, silikonowa d/s (taka na szybkie mycie: nałożyć, rozplątać włosy i spłukać-diplona sprawdza się idealnie) i serum do końców. Oleje zużywa się powoli, więc kosmetyczny powinien być 1 (do skalpu nie potrzebuje - ta forma pielęgnacji nie sprawdza się u mnie, wolę wcierki lub odżywki), a spożywczy to już zależy od szefa kuchni :)






wtorek, 5 listopada 2013

Farbowanie włosów BAQ Henna z Pole Henny 21.10.2013

Jak dowiedziałam się, że P. Urszula umożliwia odbiór osobisty zamówionej w Pole henny paczki niecały kilometr od mojej stancji to nie mogłam z tego zrezygnować. Najpierw zamówiłam Cassię i jakość jej przekonała mnie, że warto kupić też hennę, zwłaszcza, że to henna jakości BAQ. Jak już byłam przekonana do zakupu okazało się, że jest przedstprzedaż i można kupić zioła w korzystnych cenach. Zamówiłam, poczekałam na dostawę i zaraz następnego dnia po odbiorze postanowiła wypróbować. Nie miałam czasu na dojrzewanie henny, więc zastosowałam nie do końca wg zaleceń...

Składniki:

* BAQ henna
* goździki
* imbir
* wrzątek

Wykonanie

Goździki i imbir zalałam wrzącą wodą, poczekałam aż się zaparzą i ostygną nieco. Gorącym, ale nie parzącym naparem zalałam hennę. Proszek niewiele różnił się od poprzednich, które używałam, ale pasta wyszła niesamowicie gładka i jednolita. Dzięki dobremu połączeniu się z naparem dodałam go mniej i pasta wyszła gęsta i jednorodna. Po 30 minutach nałożyłam ją na świeżo umyte szamponem ze SLES włosy. Papkę trzymałam 2,5 h i następnie spłukałam wodą. Nie używałam żadnej odżywki ani środka do stylizacji.

Wg zaleceń papkę henny powinno trzymać się do czasu uwolnienia barwnika minimum 6h, a nawet 24h. Wyznacznikiem jest "magiczna chusteczka". Papkę henny porzykrywamy szczelnie folią tak, aby dotykała powierzchni. Kładziemy czystą, białą chusteczkę higieniczną. Jak chusteczka zabarwi się na kolor herbaciany (jakby nasiąknęła słabą herbatą i wyschła) to lawson uwolnił się wystarczająco. Nie pytajcie jak barwnik przenika przez folię - nie mam pojęcia, sama jestem zdziwiona, ale faktycznie tak jest ;) Tym razem nie czekałam na dojrzenie henny a włosy i tak kolor zmieniły, więc po co to wszystko? Celem dojrzewania jest maksymalne uwolnienie barwnika, który jest czerwono-pomarańczowy i taki odcień nadaje włosowm. Niedojrzała henna barwi włosy na pomarańczowo, kolor jest jaśniejszy i mniej trwały. Jak to wygląda w praktyce? Zobaczcie efekty:

Efekty



Włosy złapały dość silnie odcień rudy, widoczne jest to zwłaszcza u nasady, gdyż długość "pamięta" wielokrotne wcześniejsze hennowania. Niestety zdjęcia tylko z lampą, gdyż było już ciemno. Kolor podoba mi sie, kolejnym razem sprawdzę, jaki efekt da dojrzała henna.


Używałyście henny BAQ? Jakie macie wrażenia? :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Aktualizacja włosów - październik 2013

Uprzejmie informuję, że nadal jestem w blogosferze, co prawda częściej jako czytelnik, rzadziej jako autor postów, nad czym ubolewam, ale liczę, że będzie tylko lepiej :) Na dowód dzisiejsza aktualizacja:

Stan włosów w poprzednim miesiącu



Stan włosów na dzień 04.11.2013


Końce utrwalone kilka godzin wcześniej żelem, dlatego są bardziej puszyste.


 Pielęgnacja w październiku:

Mycie

Myłam włosy na zmianę mydełkiem cedrowym Agafii i szamponem Fructis Fruity Passion. Przed koloryzacją używałam Bingo z SLES. Mydełko cedrowe sprawuje się dobrze, zmywa oleje, nie przyspiesza przetłuszczania, nie wysusza. Fructis początkowo dość mocno obciążał mi włosy, teraz problemu już nie ma. Po myciu obciążone nie są, chociaż nieco szybciej przetłuszczają się. Bingo działa dobrze, ale nie oczyszcza włosów aż skrzypią, ale moze to kwestia tego, że moje włosy dostały dawkę nawilżenia i trudno je przesuszyć. Nie wiem czy do szamponów można doliczyć mydełko Sesa, gdyż stosowałam głównie w celu odżywienia cebulek i nadania włosom objętości, ale użyłam go w październiku kilka razy. Na zmoczone włosy u nasady i skalp nakładałam spienione mydełko i trzymałam jakiś czas, po czym myłam włosy szamponem. Mydełko mogłam trzymać do 15 minut i zmyć, wtedy efekt był dobry, najlepsza objętość przy 5-7 minutach (mniej więcej, rzadko mierzyłam czas, a jeśli już to zegarkiem była pralka, której pilnowałam, żeby szybko wyjść z wanny zanim mnie zaleje wodą). Jak trzymałam 30 minut to włosy były obciążone i matowe, raz trzymałam godzinę, następnie 2x umyłam włosy szamponem z SLES i mimo to były obciążone, jakby tłuste, sztywne, zbite w strąki i strasznie trudne do rozczesania. Po trzymaniu 5-10 minut jednokrotne mycie wystarczy i włosy są puszyste.

Odżywki

Odżywki dopierałam w zależności od użytego szamponu i od czasu, jaki miałam na mycie. Na szybkie mycie najlepsza byla Diplona - nakładana po myciu ma 30 sekund świetnie ułatwiała rozplątanie włosów i nie było mi jej szkoda ze względu na niską cenę ;) Po szamponie Fructis nie używałam nic na skalp, ani żadnej cięższej odżywki. Dodatkowo dla podtrzymania zapachu najczęściej używałam odżywki z serii Fruity passion. Poza tymi sytuacjami dość często nakładałam maskę drożdżową na skalp, a na długość jajeczną, marokańską PO lub Bingo kaszmir i kolagen. Pełna swoboda, żadnej akcji denko :P Wszystkie kosmetyki mam w podobnej ilości i używałam tylko trzymając się powyższych zasad ;) Do zabezpieczania końców służy mi niezmiennie serum termoochronne HairX z Oriflame, a jako wcierka serum na porost włosów Agafii.

Olejowanie

Po przeanalizowania pielęgnacji we wrześniu postanowiłam pokornie wrócić do olejowania, chociaż godzinkę przed myciem lub chociaż odrobinę na końce. Planu trzymałam się z całych sił, w weekendy nakładałam na noc lub na kilka godzin w dzień olej na suche włosy, tylko na długość. Zazwyczaj olej sezamowy lub BDFM na długość, a Sesa na skalp. Niestety olejowanie skalpu nie sprawdza się u mnie, więc przynajmniej na razie odpuszczam wszelkie oleje typowo skalpowe. Włosy na długości odżyły, końce są mięciutkie, aż miałam odpuścić podcięcie, ale od czerwca nie były ruszane, więc podcięłam ok. 2 cm 20.10.

Koloryzacja

Koloryzowałam włosy dwukrotnie (nie piszę farbowałam, gdyż nie używałam farby tylko szamponu i henny). Odświeżyłam kolor 12.10 szamponetką Marion, kolor Tycjan. Jest to najlepszy odcień, imituje włosy po hennie ;) Szybko się zmywa. Dotarła moja porcja ziół od p. Urszuli z Pola Henny (kupiłam w przedsprzedaży kilogram), więc już 21.10 zabrałam się za BAQ hennę. Więcej na ten temat w oddzielnym poście.


czwartek, 3 października 2013

Zasób kosmetyków październik 2013 + denko

Witajcie! Mój rachunek sumienia kosmetykowego wygląda nie najlepiej. Trochę kupuję, niewiele zużywam. Co prawda zużycie nie jest powalające, ale chciałam zaznaczyć, że trochę wyjeżdżałam, a zużyty balsam był w litrowej butli :P a serum na końce bardzo wydajne. 

Co zużyłam w 2 miesiące?:
1. Forte Sweden, Romantic Professional Anti - Age, Balsam do włosów z jedwabiem  - tani, ma dobry skład, lekki. Nadaje się do pierwszego O w OMO, jako lekka odżywka ułatwiająca rozczesywanie i jako odżywka bez spłukiwania. Uniwersalny, ale nie powoduje fajerwerków ;) Recenzja TU. Raczej nie kupię ponownie, ułatwianie rozczesywania znikome
2. Marion 7 efektów, Kuracja do włosów z olejkiem arganowym - świetne i dość lekkie serum silikonowe do końców. Piękny zapach, niska cena, duża wydajność. Recenzja TU. Chętnie kupię ponownie.

A co kupiłam w tym czasie:
1. Diplona Professional Odżywka regenerująca do włosów suchych i zniszczonych - 600 ml za 6,50 zł. Wersja do włosów farbowanych była dobraw roli codziennej odżywki ułatwiającej rozczesywanie (recenzja TU), zdecydowanie lepsza niż Romantic, a wersja do włosów suchych ładniej pachnie, więc mamy szansę się polubić ;)
2. Fructis, Siła i blask Fruity passion - szampon zaw. ALS, nie zawiera silikonów, ale olejek kokosowy, który początkowo obciążał mi włosy u nasady. Pod koniec miesiąca było ok, bo włosy zmieniły upodobania. Najważniejszą zaletą jest zapach! Na prawdę nastraja pozytywnie ;)
3. Fructis, Siła i blask Fruity passion - odżywka w komplecie (całość chyba 12 zł za szampon 400ml, odżywkę 250 ml). Zapach słabszy, działanie poprawne, ale w duecie z szamponem dobre. Cięższa odżywka po szamponie z tej serii spowodowałaby przyklap, a odżywka w połączeniu z innym szamponem trochę ułatwiała rozczesywanie. Nic więcej.

A co pozostało w moim arsenale? Pominęłam półprodukty, gdyż często służą mi do twarzy, więc zapasy uzupełniam regularnie właśnie dlatego ;)

 KOSMETYKI:

Szampony:




Odżywki d/s:

a) bez silikonów


b) z silikonami:


Odżywki b/s



Wcierki:



A jak Wasze szafki z kosmetykami? Kuleją od ciężaru, czy już przywykły? :)

środa, 2 października 2013

Aktualizacja włosów - wrzesień 2013

Z powodu wielu zawirowań życiowych moja doba uległa drastycznemu skróceniu. Albo ja nie potrafię opanować czasu. Dlatego wybaczcie fakt, że nie piszę żadnych pożytecznych postów, staram się chociaż trzymać aktualizacji i inwentaryzacji kosmetyków do włosów, które dzięki niewielkiej ilości wolnego czasu nie rozrastają się ;) A jak tam moje włosy w tym zaganianym czasie? Same zobaczcie:

Stan włosów w poprzednim miesiącu



Stan włosów na dzień 02.10.2013





 Pielęgnacja we wrześniu:


Olejowanie praktycznie zaniechałam. Na blogach ruszyła akcja intensywnego namaszczania włosów olejami a ja wzięłam z nimi rozwód. Powód? Wieczorem jak wracam do domu to myję głowę, nakładam odżywkę, która ma czas zadziałać, gdy biorę prysznic. Po prysznicu spłukuję i już. Końce straciły dawną miękkość, przenawilżenie już mi nie grozi...

Mycie


Zazwyczaj używałam mydełko cedrowe Agafii, które zawiera MLS. Co kilka myć używałam Fructis Fruity Passion, który zawiera ALS. Zauroczył mnie jego intensywny, rześki owocowy zapach. Uprzjemnia mi mycia i jest taką moją aromaterapią ;) Szampon jest przeznaczony do suchych włosów, zawiera olej kokosowy, więc nie ma mowy o stosowaniu go co mycie. Obciąża włosy, ale stosowany co drugie już jest ok ;) Co jakiś czas i koniecznie przed hennowaniem myłam Bingo ze SLES. Skóra głowy nie buntowała sie, zmiana szamponów jej nie szkodziła. Z powodu ograniczonego czasu na olejowanie i odżywkowanie pod koniec miesiąca Fructis przestał mnie obciążać. Niby to dobrze, ale niestety świadczy to o wysuszeniu włosów. Zwłaszcza końce dają o sobie znać.


Odżywka


Jako odżywki d/s nadal zużywałam Artiste regenerującą, jako dawkę protein. Odżywkę Romantic ambitnie postanowiłam wykończyć, zdarzało się, że służyła mi jako b/s. W zestawie z szamponem Fructis kupiłam odżywkę Fructis Fruity Passion, która pachnie mniej intensywnie niż szampon, więc używałam jej zazwyczaj w duecie z szamponem, aby "utrwaliła" zapach na włosach. Używałam też maski Love2Mix z acai i perłą (mój pewniak) i Planeta Organica Czarną maskę marokańską, które zapach wciąż mnie intryguje. Nadal nie wiem czy go lubię, ale włosy po myciu zachowują go na długo ;) Na skalp nakładałam maskę drożdżową Agafii. Uwielbiam jej ciasteczkowy zapach. Jak widać używając kosmetyków do włosów we wrześniu dużą rolę grał zapach. Aromaterapia jest idealną metodą na ukojenie nerwów, czy pobudzenie do działania ;)

Odżywką b/s czasem była ta d/s. Zazwyczaj używałam silikonowego serum - jedwab Delia (na wyjeździe) i balsam termoochronny HairX, który wzbogaciłam olejkiem arganowym.

Olej


Dramat! Olejowałam włosy tylko 2 razy - raz oliwą z oliwek na godzinę i raz olejem kokosowym na 2h na suche włosy. Podejrzewam brak olejowania jako winowajcę "podsuszenia" włosów. Końce są szorstkie, włosy trudno obciążyć. Wniosek: olejowanie to podstawa. Maski i odżywki nie dadzą bez olejów spektakularnych efektów!

Inne


06.09.2013 Marion szampon koloryzujący burgund - piana była fioletowa, więc z obawy o efekt końcowy po spłukaniu umyłam jeszcze włosy szamponem. Wyszedł ciemny brąz o chłodnym odcieniu! Na szczęście spłukał się szybko...A chciałam nadać bordowy blask włosom na wesele :P

17.09.2013 Farbowanie mieszanką: Henna 70%, cassia 30%, napar z rumianku, łyżka miodu. Kolor jak poprzednio, u nasady bardziej złoty.


Pozdrawiam Was cieplutką z kubkiem gorącego Theraflu w rękach :( Dojeżdżam rowerem do nowej pracy (zajmuje mi to 20 minut, a jedyny autobus, który mi pasuje wymusza wyjście z domu godzinę wcześniej!) i chyba się doprawiłam... Ale walczę dalej ;)

niedziela, 15 września 2013

Liebster Blog Award

Witajcie :) Jak dało się zauważyć ostatnie zmiany w moim życiu zawodowym niestety odciągają mnie od bloga dość skutecznie :( Publikuję mniej, ale liczę, że jak wszystko się ustabilizuje, nowy pracodawca przekona się, że zatrudnienie mnie nie było pomyłką, to będę mogła powrócić ;) Mimo mojej rzadkiej obecności nie zapominacie o mnie, co mnie bardzo cieszy i motywuje! Dziękuję wam, że jesteście :* 

Zostałam nominowana przez  do:


Bardzo Ci dziękuję ;) Oto z jakimi pytaniami przyszło mi się "zmierzyć": 


Kawa czy herbata i dlaczego? 

Kawa z mleczkiem rano lub gdy w ciągu dnia dorwie mnie senność lub op prostu chęć na coś miłego ;) A herbata z miętą dla ochłody, z przyprawami korzennymi dla ogrzania lub po prostu owocowa, zielona. Uwielbiam różne herbaty czy zioła. Bez cukru, cytryny, tylko napar! :)

Wanilia czy czekolada?

Czekolada! Dlaczego? Czekolada nie pyta, czekolada rozumie... :D

Najpiękniejsze włosy ma.... 

Ewalucja ma cudne rulony, Anwen fale i objętość (uzyskane własnymi staraniami a nie naturą - dla tego tym bardziej daje nadzieję dla mniej bogato obdarzonych:P) a Czarna Orchidea ma cudny kolor, Eve za najpiękniejsze proste włosy, Dark_Lady za objętość...Cholerka, nie mogę wybrać jednej włosomaniaczki :P

Moim największym grzechem przeciwko urodzie było...

Pójście spać po imprezie w soczewkch i pełnym makijażu. Czerwonooki monster rano szybko nauczył mnie, ze tak nie wolno i teraz po najbardziej męczącej imprezie zaliczam najpierw łazienkę, zdejmuję soczewki, zmywam make-up i dopiero spać. Czasem rano zastanawiam się, kiedy ja tak grzecznie się ogarnęlam, gdyż często robię to w półśnie :P

Największa wada i zaleta

Zaleta - otwartość. Staram się poznać coś/kogoś przed osądzeniem, przekonać się, zrozumieć. Jestem ambitna, ale czasem też dopada mnie lenistwo. Inna wada to spóźnialstwo, z którym walczę, mimo że mi się nie chce :P 

Część ciała, której w sobie nie lubię to......, ponieważ....

Żabie udka - taka genetyczna budowa ciała, że tłuszcz osadza mi się głównie na udach, mimo że nie mam szerokich bioder. Zazdroszczę dziewczynom, którym dodatkowe kilogramy rozkładają się równomiernie po ciele.

Największym kosmetyczny bubel to...

Ciężko mi ocenić, chyba najbardziej wnerwił mnie tusz do rzęs z grzebykiem, zamiast szczoteczki. Żadna metoda nakładania się nie sprawdziła i w końcu użyłam szczoteczki po moim ulubionym tuszu. Nie rozumiem też fenomenu zalotki.Nie mogę powiedzieć, że to są buble, gdyż prawdopodobnie nie umiem ich używać ;)

Bez czego nie możesz żyć?

Coś do ust muszę mieć zawsze przy sobie. Napisałam coś, gdyż może to być pomadka, balsam, błyszczyk, czy nawet krem czy maść, a także zwykła wazelina. Suche usta mnie dekoncentrują :)

Co kojarzy ci się z dzieciństwem?

Zabawa na osiedlu, czy u rodziny na wsi. Cały dzień zajęty bez żadnego sprzętu elektronicznego (bez telefonu, kompa, telewizora czy zegarka). Czas odmierzało słońce i ewentualnie głód ;)

Jaki kosmetyk jest wart swojej (kosmicznej) ceny?

Jestem centusiem, jeszcze nie kupiłam nic mega drogiego :P Maski rosyjskie nieco droższe niż te najtańsze okazały się warte ceny, ale nie jest to cena kosmiczna.  Wiem, że za jakość trzeba płacić, ale kosmiczna cena to już przegięcie :P Wystarczy, że tankuję najdroższe paliwo, ale to z oszczędności, bo potem silnik dłużej wytrzymuje i mniej pali :P Jak widzicie analizuję wszystko - jestem w stanie więcej zapłacić, ale tylko z oszczędności ;)

Kiedy jestem sama to...

Ostatnio nie mogę narzekać na brak zajęć, więc nie zdarza mi się sytuacja pt "zostałam sama, co tu robić", ale jeśli mój chłopak i reszta współlokatorów są poza domem to w czasie wykonywania innych czynności (pisanie pracy, czy prace domowe) robię sobie SPA - nakładam śmierdzące maseczki na twarz, włosy i tak chodzę  po domu :D Uwielbiam do tego drożdże!


Jeśli zainteresowały Was powyższe pytania i chciałybyście podzielić się swoimi przemyśleniami to zapraszam! Poproszę tylko link w komentarzu, żebym nie przeoczyła! To jak? Czekolada czy wanilia? :)

wtorek, 3 września 2013

Aktualizacja włosów sierpień 2013 r.

Stan włosów w poprzednim miesiącu



Stan włosów na dzień 02.09.2013



 Pielęgnacja w sierpniu:


Tym razem nie spodziewajcie się jak zwykle kilometrowego posta o pielęgnacji włosów. Sezon urlopowy, a w związku z tym wyjazdy sprzyjały minimalizmowi ;) Dodatkowo byłam w różnych miejscach, miałam do dyspozycji inne kosmetyki i oleje. Nie mam pojęcia co włosom służyło, a co nie. W czasie upałów i tak szybko traciły na wyglądzie, zwłaszcza w trakcie intensywnego urlopu rowerowego. Panowie z forum rowerowego okazali się być czynnymi zawodnikami i oprowadzili nas po ciekawych ścieżkach zabójczym tempem. Niestety wymiękłam wjeżdżając pod górę laskiem przy Kopcu Kościuszki :P Kilka kilometrów rowerem górskim tempem 30km/h z finałem na górze stromego zbocza... Cienka w uszach jestem i tyle, bo to miała być tylko rozgrzewka! :D Wracamy do tematu:

Mycie


Do mycia skończyłam Babydreama, nawet raz czy dwa dodałam do niego glinkę. Testowałam mydełko cedrowe Babuszki Agafii z MLS, a także skuszona zapachem Fructis Fruitty Passion z ALS. Myłam zazwyczaj OMO, ale nie zawsze. kilka razy do pierwszego mycia używałam mydełka Sesa.


Odżywka


Jako odżywki d/s zużywałam Artiste regenerującą, jako dawkę protein. Maska Love2Mix była ze mną zwłaszcza pod koniec miesiąca, na zmianę z maską Romantic, której odlewkę dałam Mamie i z tego co widzę nie zużywa...Do tego próbki Oriflame z łopianem i grejpfrutem.

Odżywką b/s często była ta d/s ;) czasem krem ISANA. Zazwyczaj używałam silikonowego serum - Marion kuracja z olejkiem arganowym, jedwab Joanna, jedwab Delia i balsam termoochronny HairX.

Olej


Olejem skalpowym była Sesa, a na resztę włosów co popadnie! Szukałam w kuchni, łazience i nakładałam oliwę z oliwek, krem Isany, olej kokosowy, oliwkę Babydream fur Mama. Czasem na suche, czasem na mokre włosy z odżywkę lub bez.

Inne


Płukanki - jak coś ciekawego mi się przypomniało, maski domowe z jajkiem. Do tego cassiowanie i hennowanie.


A jak mają się Wasze włosy? W wakacje miałyście dla niech więcej czy mniej czasu? :)
U Was też jesień za oknem? Wieje deprechą  :P

poniedziałek, 2 września 2013

Farbowanie henną Mumtaz z cassią 25.08.2013

Jak obiecałam, tak zrobiłam: dodałam do mieszanki farbującej cassię z ciekawością wypatrując efektów ;) Z przykrością jednak stwierdzam, że hennując włosy od kilku lat (regularnie co miesiąc od ok. 2 lat) mam już pewną stała pulę barwnika we włosach, więc wszelkie nowe receptury w niewielkim stopniu zmieniają efekt kolorystyczny ;) Skoro raz henna wyszła ciemniej to kolejne hennowanie nie rozjaśni tego, co już jest. Ale drobne różnice w połysku, odcieniu czy kondycji włosów jestem w stanie wychwycić ;)


Składniki:


* ok 40 g henny Mumtaz
* ok 40 g Cassi
* napar z rumianku i goździków
* łyżeczka imbiru
* łyżeczka miodu

Zaparzyłam rumianek z dodatkiem goździków i po lekkim ostygnięciu zalałam mieszankę cassi, henny i imbiru. Mieszanka stała przykryta folią ok 10-12 godzin, po czym dodałam do niej łyżeczkę miodu. Nałożyłam na umyte SLESem i odsączone ręcznikiem włosy. Trzymałam  na włosach 2,5 godziny i spłukałam wodą. Nie używałam odżywek i środków stylizujących.


Efekty


Odcień jest rudy, nie ma śladu czerwonego połysku. Niewiele różni się od hennowania Mumtaz czy innej z sokiem z cytryny. Możliwe, że prześwitują starsze warstwy henny, stąd różnice są subtelne. Na szczęście omija mnie problem nawarstwiającego się barwnika na końcach, które nie stają się ciemniejsze od reszty - nadal są jaśniejsze i łapią jaśniejszy rudy kolor. Najchętniej całą długość zrobiłabym taką, ale kąpiel rozjaśniająca nie zadziałała, a silniejszych środków nie chcę używać ;) Ostatnio miałam okazję zobaczyć włosy w innym świetle w pracy (zmieniłam pracę - trzymajcie kciuki żeby była taka, jaką mi oferują, w przeciwieństwie do poprzedniej), było to dość silne światło centralnie z góry, które pozwoliło mi obejrzeć włosy u nasady. Wyraźnie było widać, że naturalne odrosty są lekko jaśniejsze i bardziej złote (mają cm więc przy słabszym świetle trudno wychwycić). Podejrzewam, że pozostając przy mieszance henna+cassia można zejść do jaśniejszych, bardziej złotych włosów ;)

Zazwyczaj po hennowaniu (a czasem po przetrzymaniu zbyt długo maski) swędziała mnie skóra z tyłu głowy. Tym razem swędzenia brak, a mieszankę trzymałam pod folią 2,5 h. Może to cassia, może to imbir, może to rumianek? :)

Stan włosów przed farbowaniem oglądałyście w poście o cassi, przypomnę:


Efekty po hennowaniu:

1) w słońcu


2) w świetle dziennym:



3) w świetle dziennym z "ozdobą":


 Jak wspominałam wcześniej mam 2 koty - mieszkają u rodziców. Tofika już poznałyście TU, a poniżej kot w barwach maskujących: Tośka:




Na koniec mam bardzo istotną wiadomość odnośnie henny Mumtaz, której używam. Skarżyłam się Wam, że niepokoi mnie brak informacji o składzie na pudełku henny. Okazało się, że jest wśród nas detektyw, który napisał do producenta maila z zapytaniem. Co odpowiedział producent:

"If you bought Mumtaz (Henna for your hair) Superior Quality Henna then it doesn't have any additives of any herbs or chemicals which we assure you off. It contains only powder of Lawsonia Inermis.
If you bought Mumtaz Herbal Henna, then ofcourse it has herbs like Amla, Shikkai, etc. but no chemicals."

Henna Mumtaz, którą posiadam to czysta henna: sproszkowana Lawsonia inermis. Nie ma dodatku żadnej chemii, czy ziół. Producent posiada jeszcze w ofercie Mumtaz ziołową z dodatkiem amli, shikakai, ale nie widziałam jej jeszcze w sprzedaży w Polsce.

Bardzo dziękuję Marcie T., która podzieliła się ze mną tą bardzo ważną informacją :) Pozdrawiam Cię serdecznie :*

piątek, 30 sierpnia 2013

"Farbowanie"(?) cassią 21.08.2013

Chcąc rozjaśnić nieco kolor moich włosów lub chociaż ich dodatkowo nie przyciemniać zainteresowałam się cassią. Cassia nazywana jest bezbarwną henną (więcej pisałam o rodzajach henny TU), stosuje się ją głównie w celach pielęgnacyjnych. Jednak nie jest ona obojętna dla koloru włosów. Nadaje złoty połysk, w mieszankach z henną pozwala uzyskać jaśniejsze, rude odcienie. Znalazłam też na jednym z blogów wpis, w którym pokazane były farbowane chemicznie włosy potraktowane cassią, które delikatnie rozjaśniły się - prawdopodobnie cassia wymieszana z sokiem z cytryny i trzymana 12h (!) na włosach przyspieszyła wypłukiwanie się farby, ale złoty  blask też powoduje wrażenie jaśniejszych włosów. Nic nie szkodzi spróbować ;)

Wykonanie


50 g cassi zalałam naparem z rumianku i dodałam sok z 1 cytryny i łyżkę miodu (oba ostatnie składniki mają właściwości rozjaśniające). Mieszanka odstała godzinę, a następnie nałożyłam ją na umyte SLESem włosy. Nie miałam zbyt wiele czasu, więc trzymałam papkę 1,5 h. Spłukałam tylko wodą.


Efekty


Nie trzymałam mieszanki kilku godzin w ciepłym miejscu, aż cassia uwolni barwnik, na włosach cassia działała też niezbyt długo, więc efekt jest słabszy. Włosy nie rozjaśniły się niestety...ale zyskały bardzo subtelny i ładny złoty połysk. Myślę, że dla ocieplenia koloru nadaje się świetnie. Mój aparat niestety ma swoją wizję kolorów, diametralnie różną w każdym świetle, więc zdjęcia niewiele pokażą, ale wierzcie mi na słowo ;)

Przed:                                                                                                                                   Po:


























Poza złotym połyskiem włosy były bardzo lśniące, na prawdę bardzo - jak zaraz po farbowaniu henną. Ten blask i złoty połysk (masło maślane, ale może wiecie o co chodzi :P ) mógłby mnie skłonić do pozostania przy naturalnym kolorze ;) Ale póki co warstwy henny z kilku lat farbowania nie dopuszczą zbyt szybko do naturalek, co nie martwi mnie wcale :) Najbliższe hennowanie będzie mieszanką: cassia + henna :)


Dziewczyny lubiące ciepłe odcienie zachęcam do spróbowania cassi - włosy jak po hennowaniu bez zmiany koloru. Wielbicielki zimnych blondów czy brązów nie będą zadowolone: cassia krótkotrwale, ale jednak ociepli kolor (przy blondzie może nawet efekt będzie znaczny).


Stosowałyście cassię? Co o niej sądzicie?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Suszenie włosów - naturalne czy suszarką?

Natknęłam się na artykuł na blogu "The Natural Haven" dotyczący badań koreańskich naukowców na temat stopnia zniszczenia włosów w czasie suszenia naturalnego i suszarką. Wszyscy wiemy i nie budzi to naszych wątpliwości, że gorący nawiew  w czasie suszenia  może znacząco wysuszyć i zniszczyć włosy. Ale jak wygląda sprawa letniego nawiewu?

Naukowcy stwierdzili, że suszenie suszarką letnim nawiewem (47°C, 15 cm od włosów) powoduje mniejsze uszkodzenia włosów niż naturalne suszenie.

Temat jest zastanawiający, jednak autorka bloga podważa wiele szczegółów badań - brak konkretnych danych liczbowych i opisu włosów. Czy były wcześniej zniszczone czy nie. Dodatkowo zaznaczam, że uczestnicy badań myli codziennie włosy szamponem z SLS bez użycia żadnej odżywki. Swoją drogą bez suszarki możemy sobie wysuszyć włosy tego typu pielęgnacją ;)

Drugą kwestią przemawiającą za racjonalnych użytkowaniem suszarki jest fakt, że wilgoć może stworzyć świetne środowisko do rozwoju drożdży i bakterii. Dodatkowo wilgotne włosy są podatne na uszkodzenia - chyba żadna z nas nie ma czasu i możliwości żeby kilka godzin siedzieć bez ruchu, aż włosy wyschną ;) Poczytajcie o szczegółach u niezawodnej Mysi


Chciałabym poznać Waszą opinię: suszycie włosy suszarką czy pozwalacie im schnąć naturalnie? Co sądzicie o "sensacyjnym odkryciu" naukowców - letni nawiew może być lepszym rozwiązaniem niż samoczynne schnięcie?

środa, 7 sierpnia 2013

Receptury Babuszki Agafii: Balsam regenerujący

Butelka dobiegła dna, więc czas na recenzję:




Opis producenta


Balsam sprawia, że włosy odzyskują siłę i energię, pielęgnuje włosy, regeneruje i ułatwia rozczesywanie. Producent zaleca pozostawienie balsamu na 1-2 minuty i spłukanie. 


Skład


Na uwagę, oprócz wyciągów ziołowych, zasługuje obecność oleju łopianowego,  z bodziszka plamistego i żurawinowego oraz białego wosku pszczelego i kwiatowego. Dlatego konsystencja balsamu jest faktycznie gładka, mimo niewielkiej ilości chemii ;) Da się? Da się! Można popracować nad konsystencją naturalnymi składnikami ;)


Konsystencja i opakowanie


Balsam ma typową konsystencję balsamu. Porównywalną do maski drożdżowej Agafii, a nawet delikatnie gęstszy. Wygodnie nakłada się na włosy, czuć, że je otula i po chwili nadaje poślizg ułatwiający rozczesanie. Ładnie pachnie ziołowo, z nutą miodu i delikatną nutą drzew iglastych. Opakowanie wizualnie jest jak najbardziej na plus, ale otwór jest duży, więc nieostrożne przechylenie butelki spowoduje wylanie nadmiaru balsamu. Korek odkręcany, a mógłby być na klik i to z mniejszym otworem ;)


Moja opinia


Jest to mój trzeci balsam rosyjski. Zawiedziona zbyt lekkimi balsamami: domowym i specjalnym, zabrałam się za regenerujący. Zachęciły mnie oleje zawarte w składzie, gdyż poprzednie dwa balsamy wzbogacałam olejami i ich działanie zdecydowanie poprawiało się. Wersja regenerująca nie potrzebuje już dodatków. Balsam solo nałożony po myciu na 1-2 minuty ułatwia rozczesywanie, delikatnie wygładza włosy, ale nie obciąża nałożony na włosy u nasady. Nałożony na 15-30 minut wygładza bardziej, dociąża, ale może włosy u nasady zbytnio obciążyć (mam przetłuszczającą się skórę głowy, więc włosy u nasady reagują przyklapem na zbyt intensywną pielęgnację. Balsam sprawdza się świetnie jako codzienny balsam ułatwiający rozczesywanie lub jako nieco intensywniejsza odżywka dla włosów normalnych czy przetłuszczających się. Suche włosy będą potrzebowały czegoś więcej ;)


Miałyście ten balsam? Jakie balsamy rosyjskie możecie polecić? Mam balsam na łopianowym propolisie, które teraz pójdzie w ruch :) Polecacie?

wtorek, 6 sierpnia 2013

Zasób kosmetyków do włosów sierpień i denko

Denko


W lipcu nie zaliczyłam tak naprawdę żadnego denka włosowego - zostały mi produkty dosłownie na 2 użycia, więc dobiegły końca w pierwszym tygodniu sierpnia:

1. Receptury Agafii - Balsam ziołowy regenerujący - (recenzja)balsam dobry do ułatwienia rozczesywania nakładany na kilka minut (2-3 min) po myciu, nadaje się do wzbogacania. Nie odciąża, ale końce wygładza. Jest wiele podobnych balsamów, a ten ciężko dostać, więc mimo pozytywnego działania nie wiem czy kupię ponownie

2. Cien Oliwkowy olejek do masażu - nie umiem tak naprawdę oceniać olejów do włosów (do ciała nie przepadam). Żaden nie zrobił mi tragedii ani cudu na włosach ;) Chyba są tolerancyjne :P Oliwka Cien ma dobry skład i przyjemny świeży zapach. Nakładałam ją na suche lub mokre włosy, solo lub z maską. Włosy dzięki olejowaniu są elastyczne, lśniące. Nie wysuszył włosów, ani nie powodował trudności w zmywaniu. Świetnie nadawał się do maski z drożdży - tłumił ich zapach bardzo skutecznie. Powstawała cytrynowa bułeczka :) Jest to wersja limitowana, nie widziałam jej w Lidlu,  więc raczej nie kupię ponownie.

Jak widzicie oba produkty działają poprawnie, ale ich dostępność pozostawia wiele do życzenia i to jedyny powód, przez który raczej ich nie kupię. Produkty działaniem okazały się dobre, więc jeśli macie do nich dostęp to polecam wypróbować ;)

A co jeszcze widnieje w moich zbiorach:

  KOSMETYKI WŁOSOWE:


Szampony:

a) łagodne bez SLS, bez SLES:

b) oczyszczające z SLES:



Odżywki d/s:

a) bez silikonów


b) z silikonami:


Odżywki b/s



Wcierki:




Półprodukty i dodatki:

6. Aloes zatężony 200x
7. Mydełko Sesa (szampon, odżywka czy kuracja na wypadające włosy w jednym)

Henna:


1. Mumtaz


Oleje:


1. Babydream 
3. Olej arganowy zimnotłoczony nierafinowany
4. Olej sezamowy
5. Sesa o zapachu egzotycznym


Nowością są:

1. Receptury Agafii, Mydło cedrowe - ostatnio częściej swędział mnie skalp, więc korzystając z promocji w sklepie Ukryte w słowach (odbieram na miejscu w Lublinie) postanowiłam kupić "coś" ziołowego i rosyjskiego. Cedr skusił mnie właściwościami antyseptycznymi, więc mimo ciekawszych wersji zapachowych wybrałam właśnie jego. Pieni się super, głowa nie swędzi, olej domywa. A butelka z pompką 500 ml za 15 zł jest wygodnym i niedrogim rozwiązaniem ;)

2. Olej Sesa o zapachu egzotycznym - wypadanie zaczęło mnie irytować, nie martwić, ale irytować, gdyż staram się odżywiać zdrowo, nie stresować, tylko działać, a włosy lecą dalej. Postanowiłam dać szansę słynnej Sesie. Jak na razie efektów brak. Włosy lecą, jak leciały...

3. Mydełko Sesa - ma być uzupełnienem kuracji olejkiem, a także środkiem dodającym objętości. Szału nie ma, trzymanie godzinę powoduje szybsze przetłuszczanie, mimo zmywania mydełka szamponem. Może powinna mydlić szamponem 2 razy? Przy trzymaniu 15 min zmywa się dobrze i lekkie uniesienie u nasady jest widoczne ;)


Znacie te produkty? Może macie patent na ich zastosowanie, aby pokazały swoją "moc"? :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Testuję z Maliną: Eveline ExtraSoft bioOLEJEK ARGANOWY Luksusowy balsam odżywczo-energizujący


Chciałabym przedstawić Wam kolejny produkt Eveline, który otrzymałam do testów w ramach Malinowego klubu.

Eveline BioHYALURON 4D KWAS HIALURONOWY Kremowy balsam do ciała SOS





Opis producenta



Ze strony Trendów Kosmetycznych:

Luksusowy balsam odżywczo - energizujący łączy zmysłową przyjemność stosowania ze skutecznością działania. Doskonale dobrana kompozycja cennych składników aktywnych, błyskawicznie przywraca skórze jędrność i elastyczność. 

Formuła wzbogacona o bioolejek arganowy i biokwas hialuronowy, w połączeniu ze szwajcarską recepturą, intensywnie odżywia i na długo nawilża skórę.

Działanie balsamu utrzymuje się przez 24 godziny, po zastosowaniu skóra staje się wyraźnie gładsza i bardziej miękka. Zniewalający zapach słodkiej pomarańczy działa pobudzająco na zmysły.
bioOlejek arganowy - nazywany płynnym złotem, pobudza naturalną odnowę komórek i jest prawdziwym „eliksirem młodości”. Działa łagodząco oraz pomaga odbudować hydrolipidową barierę naskórka.
bioKwas hialuronowy – intensywnie nawilża skórę, przywracając jej jędrność i elastyczność.
bioŻeń-szeń – regeneruje i odmładza, stymuluje odnowę naskórka i dodaje skórze niezbędnej energii.
Algi laminaria – wzmacniają strukturę skóry, rewitalizują i nawilżają.
Kompleks witamin A+E+F – poprawia jędrność i elastyczność.
D-panthenol + Alantoina – działają łagodząco i kojąco.








Skład



Balsam zawiera m.in. olej sojowy, mocznik, glicerynę, olej arganowy, masło shea, kwas hialuronowy, ekstrakt z alg Laminaria, ekstrakt z żeń-szenia, panthenol, alantoinę, wit. E.

Konsystencja, opakowanie



Balsam kupujemy w opakowaniu z pompką, które jest bardzo wygodne i higieniczne. Jest rzadszy niż SOS, tak jak krem ISANA kakaowa. Rozsmarowuje się dobrze, nie pozostawia smug, wchłania się szybko,  pozostawia tylko lekką, aksamitną warstwę. Pompka działa sprawnie, nie zacina się. Umożliwia precyzyjne dozowanie. Również to opakowanie ma naklejki z wszystkimi informacjami, które nie ścierają się.




Moja opinia

Balsam jest zdecydowanie lżejszy i rzadszy niż wersja SOS, ale to logiczne skoro SOS ma ratować suchą skórę, a Extrasoft odżywiać i energizować ;) Dlatego konsystencja jest adekwatna do zastosowania. Balsam rozsmarowuje się łatwo i szybko wchłania. Pozostawia cieniutką aksamitną warstewkę, więc brudzenie ubrań raczej nam nie grozi. Dobrze nawilża skórę, zmiękcza ją, ale przy suchej skórze polecałabym smarować się dwukrotnie (lub częściej) w ciągu dnia. Nie chroni tak dobrze jak SOS, ale jak wspominałam z założenia jest on lżejszy. Bardzo lubię jego zapach - może nieco chemicznej pomarańczy, ale jak najbardziej wpisuje się w energizujący kanon tego balsamu. Aczkolwiek przy częstym stosowaniu chemia pomarańczki zaczyna drażnić, więc cieszę się, że zapach czuć tylko podczas aplikacji.

Podsumowując:


+ pozostawia skórę nawilżoną, miękką, ale na krótko, warto powtarzać smarowanko 2x dziennie
+ nie podrażnia, koi podrażnienia posłoneczne
+ wygodne rozsmarowywanie i aplikacja
+/- świeży, cytrusowy zapach,wyczuwalny tylko podczas aplikacji, ale po dłuższym czasie męczy


Jeśli miałabym wybrać jeden z dwóch przedstawionych balsamów to postawiłabym jednak na Eveline BioHYALURON 4D KWAS HIALURONOWY Kremowy balsam do ciała SOS. Zwykle nie mam czasu smarować ciało dwukrotnie w ciągu dnia, a balsam energizujący jednak zbyt długotrwałego nawilżenia nie zapewnia. Skóra rano delikatnie prosi o dodatkową porcję. Zapach obu produktów nie powala na kolana, co prawda SOS pachnie o wiele gorzej, ale wersja pomarańczowa nie rzuciła mnie na kolana, aby mój nos przekonał mnie do wyboru jednak tego balsamu. Oba produkty warte wypróbowania ze względu na składy.


Produkt otrzymałam do testów z Malinowego Klubu, co nie miało wpływu na moją opinię.