Czas na kolejny sposób na pokręcenie włosów bez użycia skomplikowanych "sprzętów". Potrzebne są jedynie gumki do włosów i czas. Jedynie dla przyspieszenia czy utrwalenia efektu możemy wspomóc się suszarką ;)
Część pierwszą z koczkiem-ślimaczkiem podwójnym znajdziecie TU.
Warkocz francuski
Warkocz zaplotłam wieczorem po wysuszeniu włosów i poszłam spać. Rano wspomniany warkocz wyglądał tak:
Zwraca uwagę fachowość zaplecenia francuza - śliczne pasemko wyglądające jakby było doczepione :P Zdecydowanie powinnam dobieranie zakończyć wcześniej, w efekcie pozostały proste pasma.
Fale są całkiem ładne, zaczynają się wysoko, ale z powodu zbyt późnego zakończenia dobierania pozostało proste pasmo. Najlepiej w końce wgnieść mocny żel, aby proste końce nie odróżniały się zbytnio od reszty ;) Przy prawidłowym zapleceniu (moje włosy są cieniowane co znacznie utrudnia mi to zadanie) za gumką powinny pozostać końce długość 3-5 cm. Im mniej - tym lepiej i fale będą niemal do końca włosów ;)
Zaletą tego sposobu jest fakt, że elegancko zapleciony warkocz może posłużyć jako fryzura do wyjścia. Zwłaszcza teraz przy czapkach, szalikach i wietrze nasza misterna fryzura z fal może ulec zniszczeniu zanim dotrzemy do pracy/szkoły. Warkocz możemy rano poprawić, jeśli tego wymaga, a rozpleść dopiero po dotarciu na miejsce i zdjęciu czapki, czy szalika ;) Ponadto zaplecione włosy są w mniejszym stopniu narażone na uszkodzenia mechaniczne ;)





