niedziela, 30 września 2012

Aktualizacja włosów - wrzesień 2012

Czas na rozpoczęcie serii, w której będę dokumentować moje postępy włosowe, kosmetyki, które do tego się przyczyniły i suplementy. Jest to pierwszy post, więc porównanie będzie niezbyt miarodajne - nie fotografowałam i nie mierzyłam włosów idealnie na koniec sierpnia. Aby chociaż lekko zobrazować zmiany ( i podbudować własne ego :P) dodałam zdjęcie z połowy poprzedniego miesiąca

Stan włosów w poprzednim miesiącu


Zdjęcie z 14.08.2012
27.08.2012 r. 48 cm













 

Stan włosów na dzień 30.09.2012



Długość 30.09.2012 : 49 cm
06.09.2012 r. podcięcie końców ok.1 cm


Suplementy

Capivit total action - prawie cały miesiąc, do 23.09
Humavit Z skrzyp i pokrzywa - od 24.09
Napar z pokrzywy i bratka - cały wrzesień z małymi przerwami

Capivit łykałam już dłuższy czas - piorunujących efektów nie zauważyłam, ale dodatkowe picie naparu pokrzywy nieco przyspieszyło mi porost z 1 cm do prawie 2 cm (nie umiem wykonać aż tak precyzyjnego pomiaru z dokładnością do mm). Pokrzywa spowodowała również, że wzmocniły mi się paznokcie, ale używałam też zewnętrznych wspomagaczy paznokciowych (o nich TU)

Szczegółowa pielęgnacja i kosmetyki, jakich używałam

Szampon do codziennego mycia:

* Babydream fur Mama
* Babydream
* Facelle sensitive 
- OMO - od 17.09

BDFM stosowałam najczęściej. O ile do codziennego mycia był super: zmywał oleje, nabłyszczał włosy, był łagodny i pięknie pachniał, to w momencie, gdy postanowiłam wydłużyć czas pomiędzy myciami do 2 dni to strasznie mi to utrudniał :P Obciążał, a włosy już następnego dnia zaczynały się przetłuszczać. Zwłaszcza stosowany przy każdym myciu powodował obciążenie włosów. Gdy chciałam świeżość zachować na dłużej bez ingerencji SLESów to używałam Facelle i niebieskiego BD. Za rzadko je stosowałam, żeby konkretnie opisać ich działanie, ale włosów nie obciążały i myły dobrze ;)

 

Szampon z SLES:

* Barwa, Czarna Rzepa (raz na tydzień lub dwa) w sumie: 2x 

Nie miałam potrzeby używanie mocnego szamponu częściej. Raz na ok 2 tygodnie wystarczyło -  obciążone włosy ratował mi BD i Facelle. Koniecznością jest mocne oczyszczanie włosów przed hennowaniem - może to tylko moja teoria, ale włosy wtedy lepiej "łapią" barwnik i zachowują go na dłużej ;)

Odżywki przed myciem:

* OMO od 17.09 - jako pierwsze O Diplona
* drożdżowa z mlekiem, jogurtem lub śmietaną, jako odżywkę dodawałam Bingo, Pottersa lub ISANĘ kurację azjatycką, dodatki to opcjonalnie: zielona glinka, olej rycynowy, kolagen z elastyną, pyłek kwiatowy – 3x

Odkąd stosuję OMO to wypada mi mniej włosów podczas mycia ;) Prawdopodobnie odżywka powoduje większy poślizg i włosy mniej się plączą i mniej ich sobie wyrywam :) Odżywkę drożdżową opisałam TU.

Odżywki d/s:

* Bingo shea i 5 alg
* Bingo kaszmir i kolagen (z dodatkami do wyboru: kolagen i elastyna, Placenta, żel lniany) 
* ISANA kuracja azjatycka 
* Potters aloesowy – jak byłam u rodziców - 2x
* Lorys duo chocolate - 1x

W ramach akcji denko od połowy miesiąca stosowałam 2-3 razy ISANĘ (recenzja), a głównie Bingo z shea z dodatkami i Bingo kaszmir z dodatkami :) Bingo shea stosowałam jako maseczkę nawilżająca, omijając skalp - dokładniejsze testy i recenzję planuję na październik. Bingo kaszmir z kolei podbił moje serce - jako szampon, jako odżywka proteinowa czy baza do wzbogacania odżywek na skalp. Dokładniejsza recenzja już wkrótce ;) Pottersa również polubiłam od pierwszego użycia, ale najpierw zużyję to co mam, a dopiero potem sobie kupię własnego :P Lorysa użyłam raz - prostuje mi włosy a tego efektu unikam ;)

 

Odżywki b/s:

* Joanna Naturia Len i rumianek- po każdym myciu
* Marion, Natura Silk jedwab - po każdym myciu
* Marion odżywka rozświetlająca - po każdym myciu do 18.09
* Marion Ocet z malin - po każdym myciu od 18.09
* Lorys duo okazjonalnie

Joanna dba o nawilżenie - czasem jak nie miałam czasu na odżywkę d/s to nakładałam więcej Joanny. Nigdy nie miałam suchych włosów ;) Jedwab to zabezpieczenie. Liczę, że końce będą rozdwajać się rzadziej - nie zapuszczałam włosów od 3 lat, więc już nie pamiętam jak szybko się rozdwajają :P Odżywka w sprayu służy mi głównie jako zabezpieczenie włosów krótszych, zazwyczaj psikam na suche, albo gdy chcę ułożyć fale na suchych włosach to zwilżam je właśnie sprayem Mariona, na to żel lniany lub pianka i koczek ślimaczek lub ugniatanie ;) Rozświetlająca zawiera silikony, więc zabezpieczała mi włosy, natomiast ocet z malin głównie nabłyszcza. Lorysem wygniatałam fale, gdy nie chciałam ich moczyć. Zawiera głównie silikony toteż zabezpieczał mi je dodatkowo.Używałam go okazjonalnie, więc nie miał znaczącego pływu na ich stan.

 

Olejowanie:

* na odżywkę  mieszanką kokos, BD niebieski i olej rycynowy 5x
- w tym dodatkowo na skalp olejek łopianowy GP ze skrzypem od 24.09 3x
* na domowy spray-odżywkę oliwką BD niebieską na noc 2x
* na suche włosy kokos, BD niebieski i olej rycynowy 2x

Zdecydowanie lepiej nakłada się i widać działanie oleju na mokrych włosach z odżywką. Mniej ich wypada przy aplikacji, łatwiej olej zmyć, a włosy są bardziej miękkie i czuć nawilżenie. Kolejną porcję kokosa (już chyba ostatnią, gdyż już się kończy) wymieszam może z BD fur Mama - uwielbiam zapach tej oliwki :D Ostatnio w moim ulubionym sklepiku zielarskim Jasminum pojawiły się olejki GP, toteż kupiłam ten ze skrzypem i rozpoczęłam stosowanie. Po 3cim użyciu mam wrażenie, ze wypadło przy myciu mniej włosów - może to przypadek, ale dobrze rokuje olejkowi ;) Będę obserwować dalej ;)

Wcierka:

* Seboravit, odż. Pokrzywowa Anna – 8x
* Eliksir GP - 7x 

Seboravit zmieszałam z odżywką pokrzywową, żeby nieco złagodzić alkohol, a także wykorzystać odż. pokrzywową, która nic nie robiła a włosy pachniały... hmmm... jak mokra ścierka :P Męczyłam tą wcierkę, gdyż baby hairów nie było, porost przyspieszył dopiero jak zaczęłam pić pokrzywę, a na przetłuszczanie wpływu nie miała. Cieszę się, że już jej nie mam :P Eliksir przynajmniej ładniej pachnie, nie zawiera alkoholu, więc mogę bez stresu psiknąć też na długość. Na przetłuszczanie też nie wpływa, ale dodatkowo nie obciąża i łagodzi swędzenie (potwierdzone na moim TŻ - agresywne szampony przeciwłupieżowe spowodowały u niego swędzenie, po kilku namowach zgodził się na popsikanie eliksirem, wmasował w skalp. Kilka dni później sam poprosił o eliksir :P).

 

Inne:

* farbowanie henną Mumtaz 29.09 - recenzja i efekty TU

Patrząc na moje włosy aż się proszą o obcięcie "ogona" najdłuższych włosów :P Niestety najkrótsze mają ponad 10 cm mniej, a ja nie czuję się silna psychicznie na tyle, aby  prawie roczne zapuszczanie ściąć :P

piątek, 28 września 2012

Szał promocji Rossmanna

Od kilku dni głośno w blogosferze na temat gazetki Rossmanna z promocjami ich własnych marek. Szał ogarnął również mnie i oto co kupiłam dziś w Rossmannie:
1. ISANA Krem oliwkowy do rąk 100ml 2,29 zł  - ma ciekawy skład, oprócz głównego przeznaczenia może wypróbuję go na końcówki włosów - jakby jednak zielony krem z Biedronki wycofali.
2. ISANA Woda brzozowa 500 ml 4,99 zł - czytałam o jej fajnym działaniu jako płukanki ;)
3. Babydream Szampon dla dzieci 250 ml 2,49 zł
4. Szczotka do włosów 4,99 zł
5. ISANA Krem do ciała 500 ml 7,99 zł - uwielbiam ten zapach! Wieczorem po prysznicu zawsze się takim kremem smaruje. Lubię oliwkowy, ale ten wręcz uwielbiam!
6. Frotki do włosów 12 szt 3,59 zł - bez metalowych elementów oczywiście ;)
7. Klipsy do włosów 3 szt 2,19 zł - lubię nimi podpinać włosy.
8. Ocet jabłkowy 750 ml 6,69 zł - brak go na zdjęciu. Stosuję wewnętrznie, jak i jako dodatek do płukanki do włosów.

Miałam zamiar kupić jeszcze płyn do kąpieli Babydream fur Mama, a także odżywkę do paznokci Eveline, ale były w standardowej cenie 9,99 zł płyn i 10,49 zł odżywka... Nie miałam czasu kłócić się z pracownikami, więc odpuściłam sobie kupno :/

Najbardziej zadowolona jestem z niepozornej kieszonkowej szczotki do włosów z lusterkiem:

Jest na prawdę niewielka, bez problemu zmieści się w każdej torebce.


 Dodatkowo nie szarpie włosów bardziej niż zwykła, pełnowymiarowa szczotka i ma przydatne lustereczko ;) Taki mały drobiazg za 5 zł a cieszy :D

 Dodatkowo nie szarpie włosów bardziej niż zwykła, pełnowymiarowa szczotka i ma przydatne lustereczko ;) Taki mały drobiazg za 5 zł a cieszy :D


Znacie te produkty? Co o nich myślicie? Za jakiś czas pojawią się ich recenzje ;)

Recenzja: ISANA kuracja azjatycka

ISANA - kuracja azjatycka


Opis producenta:


Intensywna kuracja 2-minutowa - natychmiastowa pomoc dla zniszczonych włosów - głęboka pielęgnacja uszkodzonych włosów. Kombinacja składników: ekstraktu z kwiatu lotosu i protein sojowych pielęgnuje i wspomaga regenerację włosów wymagających i silnie zniszczonych. Pantenol oraz proteiny pszenicy chronią uszkodzone włosy oraz zwiększają ich objętość. (może to wina tłumacza, ale opis to straszne masło maślane :P)
Wmasować w wilgotne włosy. Pozostawić na 2 minuty a następnie dokładnie spłukać.

Opakowanie:


Tubka 150 ml, dość miękka, stojąca na zakrętce. Produkt spływa, gdy nie używamy odżywki, więc łatwo ją wydobyć. Końcówkę wycisnęłam po zdjęciu nakrętki - nie trzeba nic rozcinać, gdyż tuba jest miękka i można wycisnąć ją do końca ;) To pierwsza tubka, którą polubiłam. Zawsze musiałam rozcinać, żeby wydobyć resztę produktu (odżywki czy kremu do rąk), która często była tak spora, że jeszcze 2 tyg z niej korzystałam :P


Skład:



Skład przyjemny, na początku substancje nawilżające i zmiękczające, oblepiacz QUATERNIUM, PANTHENOL, EKSTRAKT Z KWIATÓW LOTOSU, HYDROLIZOWANE PROTEINY SOI, PSZENICY (2x widzę proteiny pszenicy :P). Dopiero potem zapach, więc można liczyć na to, że "dobre składniki" są w wystarczającej ilości ;)

Działanie:


Jak dla mnie jest to przede wszystkim odżywka mocno nawilżająca i tak też działała na moje włosy: nawilżała, wręcz za mocno gdy trzymałam ją pół godziny pod czepkiem. Nałożona blisko skalpu obciążała włosy. Jednak producent miał rację - 2 minuty i spłukać ;) Tylko w 2 minuty żadne proteiny nie wbudują się we włosy, toteż powtórzę się: jest to odzywka nawilżająca. Zniszczeń nie zregeneruje. Zapach ma bardzo przyjemny, gęstą  konsystencję - okazała się świetną bazą do domowej odżywki, która była zbyt wodnista, ISANA wyraźnie poprawiła jej konsystencję i ułatwiła nakładanie (wspomniana odżywka drożdżowa z mlekiem bez ISANY była bardzo rzadka).

Podsumowując:


Odżywka jest poprawna, jest bardzo dobrym nawilżającym produktem. Moje włosy obciążała przy dłuższym trzymaniu. Nie wiem czy kupię ponownie - jakoś mnie nie porwała, a kombinowanie jak stosować, żeby mnie nie obciążyła było męczące. Wolę użyć odżywki ISANA np. z babassu - też ładnie nawilży i ułatwi rozczesywanie, a jest tańsza ;)

czwartek, 27 września 2012

Nakarm włosy - domowa maseczka drożdżowa

  W kosmetykach doszukujemy się jak najbardziej naturalnych składników. Przeglądamy INCI i patrzymy czy ma naturalne olejki, witaminy, wyciągi roślinne itd. Bardzo często pozornie naturalne składniki są dość poważnie przetworzone - jakim cudem maseczka drożdżowa nie śmierdzi, jajeczna nie jest intensywnie żółta? Wszystkie procesy technologiczne mają na celu ułatwienie i uprzyjemnienie stosowania produktu, czego skutkiem jest częściowe pozbawienie dobroczynnych właściwości dodanych składników. Moda jest na EKO - więc bądźmy bardziej EKO i to za niewielką cenę! A teraz marsz do kuchni! ;)

Składniki maseczki:

* drożdże
* mleko
* olejek rycynowy
* odżywka drogeryjna (opcjonalnie, nada konsystencję, ułatwi aplikację i nieco zniweluje zapach drożdży)


Maseczka powinna:

* zmniejszyć przetłuszczanie
* odżywić skórę głowy, złagodzić podrażnienia
* odżywić cebulki i przyspieszyć porost włosów
* nawilżyć i nadać miękkość włosom

Aplikacja:


Nakładamy maskę, zakładamy foliowy czepek (może być reklamówka) i na to ręcznik lub obszerną czapkę (co kto woli - aby utrzymywało ciepło i nie było żal jak się zabrudzi). Myjemy włosy po minimum 30 minutach, warto potrzymać godzinę. Koniecznie nakładamy na suche włosy! Można na upartego nałożyć na wilgotne lub mokre włosy, co zwiększy poziom nawilżenia i miękkość włosów, ale wywoła naszą szczerą nienawiść do drożdży i niechęć współlokatorów. Maseczka już po kilku-kilkunastu minutach, mimo że zrobimy ją gęstą, będzie nam spływać po twarzy, szyi, ubrudzi ubrania i wszystko wokół. Poza tym zapach drożdży będzie jeszcze bardziej dokuczliwy - zwłaszcza jak papka będzie spływać w okolicy nosa :P Po umyciu głowy będzie nadal czuć zapach drożdży - spokojnie, jak włosy wyschną to nie będzie po nim śladu ;)

Efekty:


Po maseczce zazwyczaj czuję lekkie mrowienie skóry głowy - liczę że to moje cebulki ostro pracują :P Włosy u nasady delikatnie wolniej się przetłuszczają, reszta jest miękka, lśniąca, ale jednocześnie puszysta. Wpływ na to może również mieć fakt, że po myciu używam już tylko odżywkę b/s i jedwab w celu zabezpieczenia końców. Maseczkę stosowałam kilka razy w tym miesiącu, toteż ciężko ocenić mi jej bezpośredni wpływ na włosy. Działanie jej będzie zauważalne po dłuższym czasie stosowania.

Podsumowując


Nie jest to maseczka cud - nałożysz, spłuczesz i nagle masz włosy cud ;) Jej działanie porównałabym do zdrowej diety - regularnie stosowana nakarmi nasze włosy, które odwdzięczą nam się pięknym wyglądem. Ta dzisiejsza to przede wszystkim maseczka ukierunkowana na skalp ;) Lubię babrać się z tego typu naturalnymi maseczkami. Obecnie walczę o spowolnienie przetłuszczania, toteż wybrałam drożdże, ale w lodówce znajdziemy inne dobroci - o tym w następnych notkach ;)



wtorek, 25 września 2012

Paznokcie mocne jak nigdy dotąd - Eveline SOS

Eveline, Nail Therapy SOS dla kruchych i łamliwych paznokci


Opis producenta:

Wielozadaniowa ekstremalnie wzmacniająca odżywka to szybka pomoc dla kruchych i łamliwych paznokci. Kompleksowa, silnie działająca kuracja jest idealnym rozwiązaniem dla słabych, zniszczonych i rozdwajających się paznokci. Odbudowująca formuła z witaminami wapniem i kolagenem precyzyjnie łączy z płytką paznokciową, odbudowuje regeneruje i maksymalnie ją utwardza. W ciągu 10 dni kuracji SOS paznokci z dnia na dzień stają się nieprawdopodobnie mocne, elastyczne i piękne.


Skład z KWC:

Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Isopropyl Alcohol, Phthalic Anhydride/ Timellitic, Anhydride/ Glycols Copolymer, Cellulose Isobutyrate, Nirtocellulose, Aqua Tributyl Citrate, Surose Benzoate, Acrylates Copolymer, Camphor, Stearalkonium Hectorite, Adipic Acid/ Fumaric Acid/ Phthalic Acid/ Tricyclodecane Dimethanol Copolymer, Alcohol Denat, N-Butyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Hydrolized Collagen, Citric Acid, Calcium Pantothenate, Phosphoric Acid, CI 17200.

Składniki odżywcze na końcu składu - to nie one wzmocniły paznokcie. W natłoku innych dziwnie brzmiących substancji nie miały szansy zadziałać :P

To co tak naprawdę sprawiło, że z rozdwojonych połamańców mam mocne i twarde jak skała paznokcie? Niestety nie mam pojęcia - uczę się czytać składy kosmetyków, ale lakiery do paznokci to dla mnie czarna magia :P


Efekty:

+ paznokcie długie i bardzo mocne, nie łamią się i nie rozdwajają
+ nadaje połysk - jak lakier bezbarwny
+ cena: 8,49 zł w promocji (np. w Biedronce 26.09-09.10.2012)

+/- zapach - jak to lakier :P Nie jest to perfuma ;) Nie jest to zapach drażniący czy bardziej nieprzyjemny niż jakikolwiek lakier do paznokci
+/- wysusza skórki - niwelowałam to olejkiem do skórek Oriflame Nail Food KWC, a poza tym producent dokładnie napisał, żeby nie aplikować na skórę, więc nie uznaję tego jako wadę...

- złazi płatami, zwłaszcza po namoczeniu rąk (wystarczy prysznic, mycie głowy, nie mówiąc o sprzątaniu czy praniu ręcznym)




Zdjęcie pożyczyłam z innego postu - niedawno obcięłam paznokcie, gdyż mi przeszkadzały :P Rosną teraz szybko, więc zaraz będę miała je z powrotem, a zbliżająca się promocja w Biedronce zainspirowała mnie do owego posta ;)


Podsumowanie:

Nie rozstanę się już z odżywkami Eveline! Wypróbuję też inne rodzaje. Szczerze polecam, ale pamiętajcie o natłuszczaniu skórek wokół paznokci - odwdzięczą się ładnym wyglądem i szybszym wzrostem paznokci ;)

czwartek, 20 września 2012

Farbowanie 19.09.2012 r. - henna Mumtaz

Henna Mumtaz - superior quality henna






Hennę kupiłam w sklepie Deesis za 6,99 zł za 100g. Niestety brak jest informacji na opakowaniu o składzie owego proszku. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że jest to henna bez chemicznych dodatków. Ma on intensywniejszy zielony kolor niż poprzednie stosowane przeze mnie produkty Venita i Eld.





Wykonanie:

Do moich włosów zużywam ok 30g produktu (1 opakowanie wystarcza mi na 3 farbowania). Proszek wsypałam do plastikowej miseczki i zalałam sokiem z cytryny (gotowa "Cytrynka" do herbaty) do uzyskania konsystencji śmietany. Proszek wchłonął sporo soku, więc dolałam jeszcze ciepłej wody, aby mieszanka nie była za gęsta, gdyż wtedy osypuje się z głowy (brudzące grudki spadają i brudzą wszystko w okolicy). Z kolei za rzadka masa będzie spływać z włosów - również wszystko brudząc. Tak sporządzoną mieszankę trzymam w temperaturze pokojowej ok 24 h (tym razem 48h, gdyż planowo farbować miałam wczoraj).
Tuż przed nałożeniem mieszam intensywnie i nieco podgrzewam w kąpieli wodnej - nie jest to konieczne, ale mam dość zimne mieszkanie i nie lubię nakładać chłodnej masy ;) Tym razem wyszła mi nieco za rzadka niestety:


Po zamieszaniu miała kolor idealnie przypominający trawę :/


W dzień farbowania myje włosy szamponem z SLESem, aby dokładnie je oczyścić i ułatwić barwnikowi wnikanie ;) Ręcznikiem osuszam włosy - bez osuszenia może spowodować to spływanie mieszanki. Następnie nakładam pędzelkiem i/lub rękawiczką papkę na włosy zaczynając od odrostów. Po nałożeniu farby zwijam włosy w koczek, nakładam czepek foliowy i ręcznik. Farbę trzymam minimum godzinę, jak mam czas to staram się trzymać 2-3h. W międzyczasie co pół godziny podgrzewam turban suszarką. Im krócej trzymam tym więcej ogrzewam ;) Tym razem trzymałam 2h, co nie było miłe, gdyż masa mi spływała po szyi, a podgrzewałam ok 10 minut na początku.

Po upłynięciu czasu przeznaczonego na farbowanie dość długo zmywam mieszankę ciepłą wodą wykonując delikatny masaż, aż woda będzie czysta. Spływający proszek dodatkowo robi mi peeling skóry głowy :D

Po spłukaniu nie używam żadnych odżywek i szamponów przez minimum 24 h a jeśli świeżość włosów na to pozwala nawet 48h. Suchość włosów znika już przy kolejnym myciu ;)

Efekt:


Kolor ma bardziej rudy połysk niż Venita czy Eld, które miały delikatnie czerwono-kasztanowy połysk, dodatkowo Mumtaz pozostawił jaśniejsze włosy - nie przyciemnił ani odrobinę, tylko nadał rudy odcień. Farbuję już drugi raz, więc wiem jak trwały jest kolor. Spiera się podobnie jak Venita, ale jest od razu jaśniejsza, więc różnica między włosami tuż po farbowaniu a tymi po 2-3 tygodniach jest mniejsza.
Przed (światło dzienne):
Po (niestety tylko z lampą - lało cały dzień i było szaro, ponuro - na zdjęciach bez lampy nic nie widać):
Kolor wyszedł bardziej realnie na drugim zdjęciu w zbliżeniu ;) Przede wszystkim jest bardziej ujednolicony i lśniący.

Mimo braku odżywki po myciu są gładkie, trochę bardziej sztywne i puszyste. Po rozczesaniu wolniej zbierają się w kolonie ;)

środa, 19 września 2012

Wbrew pozorom suchy szampon

Zapewne wiele z Was miała już do czynienia lub chociaż czytała o sprytnym wynalazku, jakim jest suchy szampon. W większości jest to kosmetyk w sprayu. Spryskujemy nim przedziałki, delikatnie wmasowujemy, a następnie w razie potrzeby wyczesujemy. Nie jest to może efekt jak po prawdziwym myciu, ale w sytuacji awaryjnej może odświeżyć nam włosy i bez większego skrępowania możemy pokazać się ludziom. Dodatkowo daje efekt push-up, fryzura nabiera objętości, ale może nieco stracić połysk.

Czy są jakieś alternatywne środki, których możemy użyć? Owszem są i dzisiaj przedstawię Wam jeden z nich ;)

Johnson's Baby, Baby powder (puder dla dzieci)


Pewnie większość z Was już widziała ten produkt, ale możliwe, że nie zapadł Wam w pamięć ;) Jest to talk dla dzieci nieperfumowany, bez żadnych dodatków.






 
Skorzystałam z okazji, że dziś myję włosy i pokażę Wam jego możliwości na lekko (czy nawet bardziej niż lekko o co się starałam korzystając z pobytu w domu :P ) przetłuszczonych włosach ;) Uwaga! Drastyczne zdjęcia :P
Z lampą błyskową:
Bez lampy:

Wykonanie:

Najlepiej nad wanną, z pochyloną głową. Lepiej nie mieć na sobie ciemnych ubrań - biały talk może je nieco przyozdobić ;) Pochylamy głowę w dół, nakładamy odrobinę talku na dłoń - rozcieramy (delikatnie, żeby talk nam nie odfrunął na wszystkie strony) i przeciągamy dłonią po skórze i włosach u nasady, masując lekko okrężnymi ruchami skalp. I tak kolejne porcje - im więcej talku i masażu tym większa objętość. Jeśli mamy chwilę, to potrzymajmy talk na włosach kilkanaście minut. Po tym czasie można włosy rozczesać szczotką (nie polecam - włosy są dość mocno splątane, więc można sobie zrobić krzywdę) lub wstrząsnąć włosami lekko pomagając sobie rękoma. Wtedy nadmiar talku osypie się z włosów. Zwłaszcza przy czarnych włosach trzeba uważać, żeby nie pozostały resztki talku.

A teraz efekty po:

Zaznaczam, że nie czesałam włosów - zwłaszcza, że po masażu talkiem są nieco sztywne i splątane ;) Wiadomo, że nie jest to substytut mycia włosów, ale w sytuacji awaryjnej jest to jak najbardziej przydatny zabieg ;)

Można też użyć talku po myciu i wysuszeniu włosów, co nada im objętości, a także przedłuży ich świeżość.

Samego talku można też używać zgodnie z przeznaczeniem do ciała, stóp (zmniejsza potliwość) a także do twarzy - użyty w minimalnej ilości świetnie matuje i daje uczucie gładkiej cery ;)

Jest to kolejny wielofunkcyjny kosmetyk, kosztuje niewiele, a jest bardzo wydajny ;)

Macie jakieś doświadczenia z suchymi szamponami? A może macie inne awaryjne sposoby odświeżenia włosów? Ciekawa jestem Waszych opinii ;)

poniedziałek, 17 września 2012

Lista zachciewajek ;)

Dzisiejszy post jest może mało edukacyjny dla Was, ale może będzie dla mnie ;) Postanowiłam spisać listę kosmetyków włosowych, które mnie zainteresowały i zapragnęłam je posiadać :D Trzymam się dzielnie i nie robię już zapasów, tylko zużywam to, co mam. A oto co chciałabym mieć:

1. Dulgon Kids, Szampon dla dzieci
2. Bingo Spa, Ekstrakt proteinowy do włosów
3. Bingo Spa, Kuracja do włosów 40 aktywnych składników
4. Bingo Spa, Kuracja kolagenowa do włosów
5. Green Pharmacy, Jedwab do włosów
6. Green Pharmacy, Olejek łopianowy (np. z czerwoną papryką)
7. Keratyna hydrolizowana
8. Romantic Professional, Anti-Age maska do włosów z jedwabiem
9. Artiste, Odżywka regenerująca z keratyną i jedwabiem

I teraz sens owego wpisu - czy stosowałyście coś z powyższej listy? czy warto tym zaprzątać sobie głowę? Zapraszam do wyrażania opinii ;)

Powyższy post urósł do rangi osobnego działu - odnośnik na głównej stronie ;) WISH LIST :P Nadal chętnie przeczytam Wasze opinie odnośnie kosmetyków, które ja uznałam za warte wypróbowania - może niepotrzebnie zaprzątam sobie nimi głowę? :P

piątek, 14 września 2012

Wcierki

Jestem włosomaniaczką od stycznia, blog prowadzę od września, więc sporo już przetestowałam i chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami ;) Dzisiaj opiszę wcierki, które do tej pory stosowałam. Używałam po 1 opakowaniu każdej, chcąc jak najszybciej wszystkie przetestować i wybrać najlepszą - jak to początkująca :P

CZEGO OCZEKUJĘ OD WCIERKI?
* zmniejszonego przetłuszczania skóry głowy, a na pewno wcierka nie może przyspieszać przetłuszczania lub obciążać włosów u nasady
* zmniejszenia wypadania włosów
* przyspieszenia porostu
* wzmocnienia cebulek, z których będą rosły mocniejsze włosy (wysyp baby hair)

1) Joanna, Rzepa kuracja wzmacniająca

KWC

Opis producenta:

Kuracja wzmacniająca Rzepa przeznaczona jest dla włosów przetłuszczających się, ze skłonnością do łupieżu i wypadania. Zawiera bogaty zestaw aktywnych czynników - takich jak ekstrakt z czarnej rzepy oraz inne specjalnie wyselekcjonowane ekstrakty naturalne i składniki energizujące, aby wzmacniać włosy i skutecznie zmniejszać przetłuszczanie się skóry głowy. To specjalistyczny produkt do wcierania w skórę głowy, który pozwala osiągnąć dobre rezultaty przy regularnym stosowaniu.
Specjalna formuła neutralizuje charakterystyczny zapach czarnej rzepy i zwiększa komfort stosowania.

Skład:

Aqua,
Alkohol Denat.,
PEG-75 Lanolin -
pochodna lanoliny, rozpuszczalna w wodzie, środek natłuszczajacy.
Raphanus Sativus Extract - wyciąg z rzodkwi zwyczajnej.
Urtica Dioica Extract
- wyciąg z pokrzywy.
Arcitium Lappa Extract
- wyciąg z łopianu większego,
Humulus Lupulus Extract -
wyciąg z chmielu zwyczajnego.
Glycogen,
Glycerin,
Niacinamide -
wit. B3
Panthenol,
Menthol,
Allantoin,
Laureth-10- emulgator.
Citric Acid,
Parfum,
Benzyl Salicylate,
Butylphentyl Methylpropinal,
Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool -
zapach.
Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone
- konserwanty

Źródło opisu i zdjęcia - doz.pl

Moja opinia:

- stosowałam w lutym co drugi dzień, po myciu wcierałam w skórę głowy i wykonywałam delikatny masaż i tak przez 2 tygodnie, następnie tydzień przerwy i kolejne 2 tygodnie. Opakowanie wystarczyło mi na cała kurację.
- alkohol przy codziennym stosowaniu podrażnił nieco skalp, dlatego stosowałam co 2 dni i było w porządku,
- zapach przyjemny, czuć delikatnie zapach czarnej rzepy - przynajmniej mam dowód, że płyn widział chociaż czarną rzepę - nie tylko w nazwie,  po wysuszeniu włosów nie czułam go wcale,
- buteleczka - super pomysł, długa, zwężająca się szyjka - idealnie można nałożyć na skalp (od tej pory wszystkie inne wcierki przelewałam do niej, jest na tyle genialna, że sama buteleczka to ogromny plus),
- po zastosowaniu czułam bardzo delikatne mrowienie skóry,
- włosy po zastosowaniu były bardziej puszyste, faktycznie nieco wolniej się przetłuszczały, mogłam spokojnie myć co 2 dni,
- włosy nieco mniej się elektryzowały, były puszyste, ale nie sianowate,
- zmniejszyło się wypadanie włosów,
- pojawiło się mnóstwo baby hair :)
- włosy szybciej rosły (20 dni, przyrost 2,5 cm, normalnie 1 cm w miesiąc!!!)
- dostępna w aptekach np.: DOZ, w Leclercu, sklepach zielarskich - w Lublinie nie miałam problemu.

Cena: 100 ml 8 zł (DOZ i Leclerc 03.02.2012)



2) Farmona, Jantar odżywka do włosów i skóry głowy


KWC

Opis producenta:

Odżywka Jantar hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost i odżywianie. Zawarte w niej składniki są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesów fizjologicznych skóry, jej odżywiania i regeneracji.
Systematyczne stosowana poprawia metabolizm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka wzmacnia strukturę włosów, zapobiega ich rozdwajaniu i chroni przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca.
Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost włosów: Kerastim, Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A, E, F, H i d'pantenol.
Wcierać codziennie w skórę głowy przez 3 tygodnie, po kilku dniach przerwy wznowić kurację. Nie spłukiwać.

Skład:

Aqua,
Propylene Glycol
- składnik utrzymujący wilgotność. Środek ekstakcyjny do produkcji ekstraktów roślinnych. Jest również rozcieńczalnikiem i konserwantem przy dużych stężeniach.
Glucose,
Calendula Officinalis Extract
- nagietek lekarski.
Chamomilla Recutita Extract - rumianek
Rosmarinus Officinalis Extract
- rozmaryn
Salvia Officinalis Extract
- szałwia
Pinus Sylvestris Extract
- sosna zwyczajna
Arnica Montana Extract
- arnika górska
Arctium Majus Extract
- łopian większy
Citrus Medica Limonum Extract
- cytryna
Hedera Helix Extract
- bluszcz pospolity
Tropaeolum Majus Extract
- nasturcja większa
Nasturitum Officinale Extract
- rukiew wodna
Amber Extract
- bursztyn
Disodium Cystinyl Disuccinate,
Panax Ginseng
- żeń-szeń właściwy
Arginine
- aminokwas
Acetyl Tyrosine
- zmodyfikowany aminokwas, działanie ochronne, wytwarza pianę.
Hydrolyzed Soy Protein
- odpowiedzialna za utrzymywanie wody w naskórku, dzięki czemu go nawilża, a także zmiękcza i wygładza, ma też działanie antystatyczne.
Polyquaternium-11
- duże powinowactwo do włosa, silikon?
Peg-12 Dimethicone
- silikon
Calcium Pantothenate
- witamina B5
Zinc Gluconate
glukonian cynku, wykazuje działanie bakteriostatyczne, ściągające, regulujące wydzielanie sebum
Niacinamide - witamina B3
Ornithine HCl,
Citrulline,
Glucosamine HCl,
Biotin,
Panthenol,
Polysorbate 20,
Retinyl Palmitate,
Tocopherol,
Linoleic Acis,
PABA Triethanolamine,
Carbomer,
Parfum,
2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Methyldibromo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol,
Limonene, Linalool.


Źródło opisu i zdjęcia - doz.pl

Moja opinia:

- zapach jak woda Brutal, niezbyt przyjemny, ale nie drażniący, ulatnia się po wyschnięciu włosów,
- opakowanie do kitu - od razu przelałam do tego po Rzepce
- nie mrowi skóra po zastosowaniu, ale ułatwia masaż skalpu, daje swego rodzaju poślizg, więc łatwiej go stosować na suche włosy niż inne wcierki (przy Rzepce musiałam uważać, żeby nie szarpać włosów, ale później stosowałam już tylko po myciu na mokre włosy-czy raczej skórę)
-jest dla mnie "za tłusty", nie nadaje się jako wcierka po myciu - włosy są niezbyt świeże, jak niechcący gdzieś odrobinę więcej nałożyłam to były po prostu tłuste :/
- jest łagodny i nie wysusza skalpu
- zmieniłam sposób stosowania - jako wcierka na noc dzień przed myciem, łącznie z olejowaniem reszty, więc jeśli nie mogłam rano myć głowy to nie używałam Jantaru - wymęczyłam go do końca, nie używając zbyt regularnie.
- wypadanie nie wróciło - może to długofalowe działanie Rzepy? a może Jantar też się przyczynił, nie jestem w stanie ocenić.
- przyrost ok 2 cm - nieźle, ale nie przypisuje sukcesu Jantarowi - przy Rzepce było prawie 3 cm i pewnie dopiero zwalniały :P
- dostępność do kitu - upolowałam jedną z ostatnich butelek na DOZ.pl, godzinę później już nie było - ale dzisiaj, pobierając obrazek widzę, że jest :P

Edit 01.2013
- po przelaniu Jantara do butelki z atomizerem nadaje się do stosowania również po myciu na mokre włosy: po 2 psikniecia na każdy przedziałek i włosy nie są przetłuszczone, nie obciąża, ale nie spowalnia przetłuszczania
- przyspieszył porost, zwłaszcza babyhairy stały się bardziej widoczne - urosły i ewidentnie odstawały od reszty :P
- wypadanie nadal było mniejsze (zwiększyło się po olejowaniu skalpu, ostawiłam olej na skalp i ograniczyłam się do wcierek, więc Jantar konkretnie na wypadanie wpływu nie miał)
- włosy u nasady bardziej nawilżone i miękkie niż po stosowaniu wcierek z alkoholem (bez nakładania innej odzywki na skalp sam Jantar nawilżał włosy)

Jednak jest to dobra wcierka, ale nadal pierwsze miejsce należy do Joanny Rzepy: najlepiej spowalnia przetłuszczanie, pojawia się najwięcej nowych babyhairów i psychicznie tez działa (mrowienie skóry głowy powoduje odczucie, że włosy rosną :P)

Cena: 100 ml 10 zł (DOZ 20.02.2012)



3) Barwa, Woda brzozowa


KWC

 Opis producenta:

Preparat przeznaczony do wcierania w skórę głowy. Zawarty w preparacie wyciąg z liścia brzozy zmniejsza objawy łupieżu.

Skład:

Alcohol Denat.
Aqua
Betula Alba Leaf Extract - ekstrakt z liści brzozy
Hydrochloric Acid - kwas solny

Źródło opisu i zdjęcia - doz.pl

Moja opinia:

- tania jak barszcz
- zapach spirytusu mnie nieco odstraszył, bałam się podrażnień, więc samodzielnie zrobiłam wcierkę z bardzo mocnego naparu ze skrzypu i pokrzywy  oraz wody brzozowej (1:1). Zapach stał się łagodniejszy, kolor jak przy bardzo mocnej herbacie. Kolejną porcję zmieszałam z kolejną wcierką bez alkoholu - pokrzywową Anny
- stosowanie po myciu jak przy Rzepie
- świeżość 1,5 dnia - bez szału
- dostępność - kioski, małe drogerie, sklepy Społem, Leclerc, DOZ
- podsumowując jeśli zapach nas nie odstraszy to w momencie braków finansowych woda brzozowa jest najlepszym wyjściem.

Edit styczeń 2013:
- nadaje się jako konserwant innych naturalnych wcierek - dodawałam odę brzozową do naparu kozieradki i mogłam ją stosować kilka tygodni mimo trzymania poza lodówką, poza tym złagodziła rosołkowy zapach kozieradki (niestety dodając nutę spirytusu :P)

Cena: 100 ml 4,50 zł (Leclerc 14.03.2012)


4) Farmona, Seboravit

KWC

 Opis producenta:

Skoncentrowana odżywka o intensywnym działaniu zmniejsza aktywność gruczołów łojowych oraz skutecznie i trwale likwiduje przetłuszczanie, dzięki czemu włosy pozostają dłużej puszyste, czyste i świeże. podwójne stężenie naturalnych ekstraktów z czarnej rzodkwi regeneruje włosy i hamuje ich wypadanie. Ekstrakt z korzenia łopianu działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, skutecznie likwiduje rozwój flory bakteryjnej odpowiedzialnej za powstawanie łupieżu i łojotoku. Dodatkowo wyciąg ze świeżego kłącza tataraku zmniejsza aktywność gruczołów łojowych, wzmacnia i odżywia cebulki włosów oraz poprawia ukrwienie skóry głowy. prowitamina B5 łagodzi podrażnienia oraz swędzenie skóry głowy, nadaje włosom zdrowy blask, lekkość i puszystość.

Efekty:
  • skutecznie i trwale likwiduje przetłuszczanie włosów i skóry głowy
  • przywraca naturalną równowagę skóry głowy
  • odżywia i wzmacnia cebulki włosów
  • zapobiega łupieżowi i wypadaniu włosów
  • likwiduje podrażnienia skóry głowy
  • włosy stają się lekkie, puszyste i pełne życia
Wskazania:
  • włosy tłuste i przetłuszczające się
  • tłusta skóra głowy
  • łupież i świąd skóry spowodowany łojotokiem
Dawkowanie:
Niewielką ilość odżywki wmasować w wilgotną lub suchą skórę głowy. Nie spłukiwać. Stosować co drugi dzień.

Skład:

Aqua
Alcohol Denat.
Raphanus Sativus Extract - rzodkiew zwyczajna
PEG-40 hydrogenated Castor Oil - olej rycynowy
Panthenol
Arctium Lappa Extract - łopian większy
Acorus Calamus Extract - tatarak zwyczajny
Citric Acid
Parfum
Hexyl Cinnamal
Buthylphenyl Methylpropional
Citronellol, Linalool - aromaty

Źródło opisu i zdjęcia - doz.pl

Moja opinia:

- stosowałam od maja jak Rzepę - po myciu, co drugi dzień
- wpływ na przetłuszczanie słaby - 2 dni ciężko było wytrzymać
- zapach podobny do Rzepy, bardziej ziołowy, ulatnia się po wyschnięciu włosów,
- opakowanie do kitu - jak Jantar, więc oczywiście Seboravit wylądował w buteleczce po Rzepce ;)
- wpływu na wypadanie nie ma - z powodu stresu zaczęły mi lecieć włosy, a ta wcierka nie zdziałała nic
- przyrost 1-1,5 cm, czyli również mały wpływ,  skoczył do 2 cm jak zaczęłam pić napar z pokrzywy ;)
- dostępny w aptekach
- podsumowując lepiej dołożyć złotówkę i kupić Rzepkę :)

Cena: 100 ml 6,50 zł (DOZ 19.03.2012 - czekał na użycie do maja :P)

5) Anna, odżywka pokrzywowa

KWC


Opis producenta:

Wzmacnia włosy, zwalcza łupież, poprawia ukrwienie skóry.

Dawkowanie:
Wcierać w skórę głowy. Można stosować bez spłukiwania.

Skład:

Succus Urticae- sok z pokrzywy
woda destylowana.

Źródło opisu i zdjęcia - doz.pl

Moja opinia:

- wcierałam po myciu - jak zwykle, nie spłukiwałam
- kolor ma zielony, nieprzejrzysty,
- opakowanie to zwykła buteleczka ze zmniejszonym wylotem - odżywka wylądowała standardowo w opakowaniu po.. Rzepce ;)
- zmniejszała swędzenie skóry głowy
- zapach ma znośny, ale na mokrych włosach zmienia się w zapach ścierki :/ na szczęście po wysuszeniu zapach znika (jest to naturalny zapach pokrzywy, świeży napar pokrzywy pachnie ładnie, ale po wystygnięciu ma ścierkowy fetorek :P więc nie jest o wada samego preparatu tylko cecha jego składnika)
- nie spowalnia przetłuszczania,
- przyrost też daje słaby (ok 1,5 cm na miesiąc)
- nadaje się jako odpoczynek od alkoholowych wcierek i do łagodzenia skalpu.
- dość tania, ma większe opakowanie
- dostępność - widziałam tylko na doz.pl


Cena: 200 ml 9,69 zł (DOZ 19.03.2012-czekała na użycie do maja :P)

6) Green Pharmacy, Eliksir ziołowy wzmacniający przeciw wypadaniu

KWC


Opis producenta:

Ziołowy eliksir do włosów z łubinem wąskolistnym, skrzypem polnym, owocem kasztanowca, łopianem.
Naturalny preparat ziołowy wyprodukowany w oparciu o receptury ze starych ksiąg zielarskich.
Wskazany do wzmocnienia włosów, zapobiega ich wypadaniu. Eliksir wzmacnia mieszki włosowe, odbudowuje rdzeń włosa, poprawia jego stan u nasady i na końcówkach. Wzmacnia włosy, dając im siłę niezbędną do dalszego wzrostu. Efektem regularnego stosowania są gęste, zdrowe, pełne blasku włosy.

Skład:

Aqua (Purified water)
Lupinus Angustifolius Extract - ekstrakt z łubinu wąskolistnego
Equisetum Arvense (Horsetail) Extract - wyciąg ze skrzypu polnego 
Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Seed Extract - wyciąg z owocu kasztanowca
Arctium Lappa (Burdock) Extract - wyciąg z rzepiku pospolitego 
Hydrolyzed Soy Protein 
Disodium EDTA
Polysorbate 20
Parfum
Diazolidinyl Urea
Methylisothiazolinone 
Citric Acid 
Methylparaben 
Propylparaben

Źródło opisu i zdjęcia - wizaz.pl

Moja opinia:

- wcierałam po myciu - jak zwykle, nie spłukiwałam
- zapach ma ziołowy i bardzo przyjemny, nienachalny
- zmniejszała swędzenie skóry głowy
- nie spowalnia przetłuszczania,
- przyrost też daje przeciętny (ok 1,5 cm na miesiąc)
- nadaje się jako odpoczynek od alkoholowych wcierek i do łagodzenia skalpu.
- opakowanie z atomizerem, dobrze działa, ale za duże i niezbyt poręczne
- dostępność - Rossmann, seria coraz liczniejsza w Naturze, ale eliksirów nie widziałam jeszcze

Cena: 250 ml ok 6 zł (w promocji, regularna cena ok 8 zł, Rossmann)

PODSUMOWANIE

Oceniając powyższe wcierki muszę stwierdzić, że najlepiej wypadła kuracja Joanna Rzepa - dawała najdłuższą świeżość (2 dni bez problemu) i największy przyrost (20 dni 2,5 cm! pomiaru po miesiącu stosowania niestety nie zrobiłam, pewnie około 3 cm). Jej wadą jest fakt, że opiera się na alkoholu - może wysuszać i podrażniać - ważne jest stosowanie max co drugi dzień i po 2 tygodniach warto zrobić tydzień przerwy. Drugie miejsce i zaszczytną rolę "odpoczynku od alkoholu" zajmuje eliksir Green Pharmacy. Nie zwiększa (ni nie zmniejsza niestety) przetłuszczania, ładnie pachnie, nie podrażnia, wygodnie się go nakłada przez spray. Ex aequo z GP postawię Jantar - łagodzi skórę głowy i nie obciąża pod warunkiem stosowania w formie sprayu. Do tych 3ech wcierek będę wracać ;)

P.S.
Byłam dziś w drogerii Natura i z radością zauważyłam, że asortyment włosowych kosmetyków Green Pharmacy się poszerza: są szampony. odżywki i olejki łopianowe: z olejkiem z drzewa herbacianego, skrzypem i papryką (niestety był tylko z olejkiem z drzewa herbacianego, pozostałe 2 wykupione - dzięki lubelskie włosomaniaczki! :P, ale ja jeszcze upoluję z papryką lub ze skrzypem). Jedno mnie zastanawia - w blogosferze jest bardzo wiele opinii, większość pozytywnym, a w KWC max 2 i to średnie? (papryka skrzyp drzewo herbaciane)To jak to jest z tymi olejkami? Warto na nie polować, czy lepiej dać sobie spokój? Macie jakieś doświadczenia?

środa, 12 września 2012

Recenzja: Marion, odżywka rozświetlająca w sprayu

Opakowanie dobiega końca - czas na podsumowanie działania ;)





Marion, Natura Silk, Błyskawiczna odżywka rozświetlająca włosy, Superlekka formuła (KWC)







Skład:





W składzie mamy:

* silikony: CYCLOMETHICONE (cykliczny, odparowuje z włosa) oraz DIMETHICONOL, DIMETHICONE/VINYL DIMETHOCONE CROSSPOLYMER, PHENYL TRIMETICONE. Ich zadaniem jest chronić nasz włos przed utratą wilgoci i uszkodzeniami mechanicznymi. Nie jest to pewny "pancerz" idealnie chroniący przed bardzo niekorzystnymi warunkami (gorący nawiew suszarki, prostownica itp), ale na co dzień ma szansę zabezpieczyć nasze włosy.

* glicerynę

* proteiny jedwabiu

* panthenol

* dopiero po zapachu ekstrakty z cytrusów: limonki, gorzkiej pomarańczy - jest ich mało, więc szału nie zrobią ;)



Zastosowanie i działanie:



Wg producenta rozpylić na umyte suche lub wilgotne włosy, nie spłukiwać. Stosowałam zarówno na wilgotne włosy po myciu, jak i na suche. Spray jest bardzo lekki, nie obciąża włosów, nawet używany na sucho. Dyscyplinuje włosy, stają się gładsze i mniej się puszą. Po wygładzeniu są siłą rzeczy bardziej lśniące ;) Szału nie ma, ale odżywka działa poprawnie, co najważniejsze nie obciąża włosów, trochę chroni je przed uszkodzeniami, a poza tym ładnie pachnie i ma dobry atomizer, co uprzyjemnia stosowanie. Dodatkowo jest tania - za 150 ml zapłaciłam w promocji w Naturze 6zł, standardowo kosztuje około 8zł.



Podsumowując muszę stwierdzić, że jest to fajna odżywka - warto ją mieć, chociażby do odświeżenia włosów. Nie regeneruje, ale nie jest to jej rola ;) Na pewno kupię ponownie - zapewne inną wersję. Obecnie zastępuje ją Marion, Ocet z malin i koktajl owocowy, spray regenerujący (KWC).

Edit - dołączę jeszcze informację o patencie, który ostatnio zastosowałam. Może nie jest to odkrycie na miarę Nobla, ale warte wypróbowania ;) Ja używam tego typu odżywek w sprayu głównie w celu zabezpieczenia włosów. Mam cieniowane, więc wierzchnia warstwa nie jest pokrywana jedwabiem w obawie przed efektem przetłuszczenia. Jeśli potrzebuję większej ochrony, niż zapewnia odżywka solo, dodaję kilka kropli jedwabiu (akurat Natura Silk). Miesza się bardzo dobrze, nie oddziela się warstwa (mimo wszystko wstrząsam przed użyciem). Powoduje to zwiększenie ilości silikonów, co zwłaszcza w kolejnym sprayu, jaki testuję (Ocet z malin) jest koniecznością, gdyż silikonów zbyt wiele nie zawiera ;)

P.S.

Biorę udział w rozdaniu u  PATRYCJAI-WARDROBE:
oraz u craving for beauty:
W obu do wygrania jest kilka kosmetyków, których jeszcze nie testowałam, a przyznam, że bardzo mnie kuszą :D

Domowy peeling chemiczno-mechaniczny

Mój blog jest główne włosowy, ale chciałabym podzielić się z Wami również moimi doświadczeniami w pielęgnacji twarzy i ciała. Dzisiejsza notka dotyczyć będzie domowego peelingu za pomocą sody oczyszczonej. Popularne jest złuszczanie kwasami, a soda jest ich przeciwieństwem. Ma pH zasadowe, ale ze złuszczaniem radzi sobie nieźle, jest tania i łatwo dostępna, a odpowiednimi dodatkami oraz postępowaniem możemy modyfikować siłę jej działania ;)


Składniki:

* soda oczyszczona
* woda/żel do mycia twarzy/olej

Wykonanie:

Łyżeczkę sody oczyszczonej mieszamy w zagłębieniu dłoni z odrobiną wody (wersja najostrzejsza), żelu do mycia twarzy lub oleju (może być mieszanka do OCM). Nie może być grudek, ani "suchej sody", gdyż może być ona za ostra. Mieszankę nakładamy na twarz i delikatnie masujemy. Dla peelingu chemicznego zostawiamy na 5-10 minut (żeby soda mogła zadziałać, "rozpuścić" złuszczony naskórek) a następnie znów masujemy (peeling mechaniczny - można go pominąć) i spłukujemy wodą (lub ścieramy chusteczką nawilżaną). Po zabiegu warto wyrównać pH przecierając twarz tonikiem, a następnie posmarować kremem.

Efekt:

Skóra gładsza, matowa oraz zwężone pory. Dodatkowo złuszczony naskórek nie blokuje już dostępu dobroczynnych składników - nasz krem ma szansę zadziałać lepiej ;)

UWAGA: osoby o wrażliwej skórze powinny ograniczyć się do nałożenia mieszanki na twarz i spłukania po 5-10 minutach. Zdecydowanie soda nie nadaje się do stosowania na uszkodzoną skórę - strasznie piecze. Jeśli macie jakieś ranki lub ropne wypryski - lepiej zrezygnujcie.

wtorek, 11 września 2012

Naśladując gotowe kosmetyki - mix olejów na bazie kokosa

Po raz kolejny zainspirowana przez Anwen (TYM wpisem) postanowiłam zacząć "modzić" z moimi włosowymi kosmetykami. Pojawił się nowy POLSKI olejek do włosów w stylu Vatiki. Niestety na razie niedostępny stacjonarnie w Lublinie. Z drugiej strony to jego zaleta - skutecznie zakazałam sobie zakupów przez internet w ramach akcji denko (przy zakupie online trzeba doliczyć koszty wysyłki, wiec aby nam się opłacało to trzeba wziąć kilka produktów - i tym sposobem akcja denko umiera śmiercią naturalną :P).


Posiadam wiele olejków w domu, kokosa używałam tylko solo - to roztapianie za każdym razem mnie irytuje. Trzeba wyskrobać porcję lub rozpuścić całe opakowanie - nie wiem czy taka ciągła zmiana konsystencji nie skróci przydatności tego oleju. Szukałam pomysłu na mix, który pozostanie płynny - i tak natrafiłam post o poniższym olejku:


Nowy olejek ma ciekawy skład (analiza Anwen z powyższego linku, kursywą moje komentarze). Zawiera:


  • Olej kokosowy – jeden z najlepszych olei do włosów, bo jako jeden z niewielu potrafi wnikać do wnętrza włosa. Posiadam takowy
  • Olej słonecznikowy – należy do grupy olejów wielonienasyconych, działa przeciwzapalnie i wygładzająco. Również go mam w kuchni :P Poza tym jest bazą niebieskiej oliwki BD ;)
  • Olej rycynowy – kolejny typowo włosowy olejek. Wzmacnia cebulki włosowe, powoduje powstawanie „baby hair” i w konsekwencji zagęszcza włosy. Zawsze u mnie jest!
  • Amlęnie posiadam
  • Ekstrakt z ziarna owsa – pobudza krążenie krwi, przyspiesza regenerację i łagodzi stany zapalne. W olejku Cien jest zawarty olej z ryżu i pszenicy. Może równie dobrze zadziała?
  • Hennę – działa antybakteryjnie i regulująco, a także wzmacnia włosy. Sprawia, że są one grubsze i gładsze. Mam - należałoby mieszankę olei podgrzać i zalać hennę, poczekać kilkanaście dni. Najlepiej rozgrzać olej kokosowy, który jest bardziej odporny na wyższe temperatury - ponoć można na nim smażyć. Tak zaprawiony olej kokosowy dodać do mieszanki. Jest to wersja bardziej pracochłonna.
  • Ekstrakt z Centella Asiatica – który przyśpiesza wzrost włosów i wzmacnia cebulki. Brak
  • Ekstrakt z rozmarynu – stymuluje krążenie i zapewnia dobre odżywienie cebulek włosowych. Zapobiega wypadaniu, łupieżowi i w dłuższej perspektywie czasu zagęszcza nam włosy. Brak, ale można kupić w aptece olejek rozmarynowy.
  • Olejek z trawy cytrynowej – który po pierwsze oczywiście cudownie pachnie, a po drugie reguluje wydzielanie łoju. Brak, ale nie jest konieczny.
  • Olejek cytrynowy – przede wszystkim dla zapachu, ale ma również właściwości antyseptyczne. Brak - zapach możemy sobie darować ;)

Z powyższej listy posiadam kilka składników. Analizując ich właściwości można właściwie  zrobić 2 olejki: na skalp i na włosy. Typowo "skalpowymi" składnikami jest olej rycynowy i olejek rozmarynowy, które zbyt często stosowane na włosy mogą je nieco wysuszyć.

Składniki olejku do włosów nr 1:
* olej kokosowy 5ml
* oliwka Babydream dla dzieci 7ml
* olej rycynowy 3 ml

Powyższe olejki rozgrzewamy (buteleczkę należy potrzymać kilka minut w ciepłej wodzie (moje szczelne buteleczki wylądowały  pod prysznicem - bieżąca ciepła woda z kranu wystarczająco rozpuściła kokosa i rozrzedziła olej rycynowy. Składniki zmieszałam w małym plastikowym kieliszku z miarką. Z powodu małego udziału kokosa olejek ma postać klarowną i płynną - w temperaturze pokojowej ma konsystencję idealną do nakładania. Wykonałam test - nałożyłam na suche włosy i skalp przed myciem i za około 2 godziny od nałożenia mam zamiar zmyć. Na razie do olejowania skalpu nie jestem przekonana toteż poprzestanę na tym czasie ;) Zobaczymy jak się sprawdzi - czy podczas mycia wypadnie mi mniej włosów? (Oby tak było - już nie mam pomysłu co stosować, aby nieco poskromić wypadanie :/ )

Edit: po zastosowaniu na skalp wypadanie nasiliło się, możliwe, że jedynie po 30 minutowej sesji z olejem na skalp zauważę pozytywne efekty. Na razie zraziłam się (po raz kolejny) do olejowania skalpu. Tym bardziej zastanawiam się czy jest sens kupować typowo skalpowy olej łopianowy z Green Pharmacy: :( Powyższą mieszankę zużywam do olejowania długości i kropelkę mieszam z odżywką b/s dla zabezpieczenia końców - pomysł się sprawdza: włosy po kokosie są bardziej puszyste i mają większą skłonność do falowania ;)

Planuję wykonać drugą mieszankę - zastąpić oliwkę BD oliwkowym olejkiem do masażu Cien - ale to następnym razem ;) W kolejce czeka też masło shea, które ma wg mnie jeszcze trudniejszą do obezwładnienia konsystencję :P

poniedziałek, 10 września 2012

Laminowanie - domowe proteiny nie tylko z żółtka


Wszędzie ten temat był wałkowany, nawet Anwen zrobiła ankietę badającą skuteczność tego zabiegu, aby już "naukowo", czy raczej statystycznie uporządkować efekty metody na różnych włosach.

Pierwszym przepisem był ten od Miss Fashionistki:

*domowe laminowanie włosów*
1 duża łyżka żelatyny
3 duże łyżki gorącej wody
połowę łyżki odżywki do włosów

Po umyciu smarujemy miksturą włosy, zakładamy czepek i ręcznik, pozostawiamy na 45 minut (warto podgrzać suszarką turban), zmywamy dokładnie zimną wodą.

Wiedźma poszła dalej i przetłumaczyła inną metodę:

Proteinowa Kuracja Żelatynowa na Włosy

Składniki
  • 2,5 łyżeczki żelatyny (połowę dla słabszej kuracji lub włosów krótszych niż do ramion) - dokładniejsze ilości dla różnego typu żelatyny patrz przepis oryginalny
  • 1/4 do 1/3 kubka wrzątku
  • 1/4 łyżeczki octu lub soku cytryny (szczypta kwasku cytrynowego)
  • 1-3 krople oleju
Opcjonalne dodatki
  • 1 łyżeczka miodu
  • jogurt
  • 2-3 łyżeczki odżywki
  • mleko kokosowe
  • napar ziołowy zamiast wody
  • więcej octu
  • więcej oleju
  • łyżkę soku aloesowego (nie z bananem)
  • 1/4 papki bananowej (uwaga tu na kwasy)
Sposób użycia

Kiedy podstygnie nałożyć na wilgotne, umyte włosy.

Warianty
  • Opcja 1: Szybka
Trzymaj minimum 3 minuty, spłucz i użyj odżywki jeśli jest taka potrzeba.
  • Opcja 2: Z ogrzaniem - pod prysznicem
Na włosy z maską nałóż foliowy czepek. Wsadź głowę pod prysznic pod ciepły strumień wody przez kilka minut (będzie głośno! trzymaj uszy poza folią). Spłucz dokładnie i w razie potrzeby użyj odżywki.
  • Opcja 3: Intensywna
Nałóż maskę, wysusz włosy suszarką! Staną się sztywne. Teraz umyj i użyj odżywki.

Tłumaczenie: by Wiedźma
Przepis: (WS, scienceyhairblog.blogspot .com)

Moje laminowanie nr 1 18.08.2012 (metoda Miss Fashionistki):
Skusiłam się i ja :D Zastosowałam metodę lightową - wymieszałam 2 łyżeczki żelatyny z wrzątkiem a następnie z 1 łyżeczką Pottersa aloesowego. Nałożyłam na włosy, na to czepek i poszłam pod prysznic. Chwilę podgrzałam strumieniem wody z prysznica, potem założyłam ręcznik i po ok. 45 minutach spłukałam zimną wodą. Było późno, więc po zdjęciu turbana z ręcznika wysuszyłam suszarką - letnim nawiewem.

Efekty:
* większy połysk (po hennie lśnią jak szalone, więc żelatyna lekko wzmocniła ten efekt)
* miękkość
* sypkość
* puszystość - ale nie puch

Po nocy włosy świeże, po całonocnym zwinięciu w ślimaczki ułożyły się w ładne, sprężyste i lśniące loczki. Nadal są mięciutkie. Po kolejnej nocy (2gi dzień! nie musiałam następnego dnia myć włosów) nadal miękkie lśniące, puszyste. Żelatyna nie przyspieszyła przetłuszczania, więc to duży plus ;) 

Moje laminowanie nr 2 23.08.2012 (metoda z suszeniem Wiedźmy):
Na poprawę humoru zalaminowałam ponownie włosy. Przed myciem na zmoczone mgiełką domową włosy nałożyłam mieszankę:
1/4 szkl. gorącej wody
3 łyż. żelatyny
2 łyż. oleju z orzechów włoskich
2 łyż. Pottersa aloes, jedwab
1 łyż. miodu
1 łyż. octu
Włosy od razu pięknie się kleiły - nic nie spływało, więc bez dodatkowych ręczników zabrałam się za suszenie gorącym powietrzem. Po 10 minutach włosy skleiły się na amen! Posiedziałam z mieszanką jeszcze pół godziny (w tym czasie kroiłam cukinię na kotlety :P ). Potem podsuszyłam kolejne 5 minut - aby były suche na wiór. Poczekałam chwilę jak ostygną (wykonując inne obowiązki domowe), a następnie umyłam włosy Babydream fur Mama, na chwilę nałożyłam Pottersa aloesowego, spłukałam, a następnie nałożyłam odżywki b.s Joannę, spray Marion i jedwab (czyli standard). Włosy tym razem wyschły naturalnie. Efekty jak po metodzie 1, może trochę wzmocniony blask i gładkość, włosy delikatnie sztywniejsze. Żadnego obciążenia czy przeproteinowania (Potters, miód i olej na to nie pozwoliły).

WNIOSEK: zabieg korzystnie wpływa na włosy, jeśli długofalowo się sprawdzi (pomoże zachować nawilżenie, ochroni przed uszkodzeniami mechanicznymi i rozdwajaniem, proteiny z żelatyny mają za duże cząsteczki, aby wniknąć jak keratyna i odbudować włos) to będzie mój obowiązkowy zabieg raz na 1-2 tygodnie. Metoda 2 jest bardziej kłopotliwa i czasochłonna. Myślę, że wystarczy stosując metodę 1 podgrzewać turban suszarka, a po spłukaniu pozwolić sobie na wysuszenie włosów suszarką dla utrwalenia ;)

Teraz "must do" to olejowanie i laminowanie. Oba zabiegi łączy łatwość wykonania (nałożyć i czekać -w tym czasie można robić coś innego lub spać) i niskie koszt.

Mój zasób kosmetyków Wrzesień 2012 r. + denko

Zapewne jak każda początkująca włosomaniaczka, do czego już wiele z Was się przyznało :P, jak tylko poszerzała swoją wiedzę to również poszerzała wachlarz kosmetyków o nowości i wizażowo-blogowe hity (tzn. muszmiecie). Przecież skoro ta odżywka/szampon sprawdza się u tylu osób to muszę to sprawdzić również ja na własnej skórze! I tak kończymy z kilkunastoma kosmetykami w każdej kategorii i nie wiemy przy myciu których użyć?! Najważniejszy jest umiar i dlatego powstaje od kilku miesięcy ten spis kosmetyków. Jest to forma po wielu zmianach - najłatwiej zaplanować pielęgnację, jeśli jednym kliknięciem można sobie "przypomnieć" skład danego kosmetyku i jego opinie ;)
Ja również postanowiłam usystematyzować i ograniczyć ilość moich kosmetyków do włosów. Krok pierwszy wcieliłam już ponad miesiąc temu - drastycznie ograniczyłam kupowanie nowych - zwłaszcza w kategoriach, w których mam już kilka pozycji. Wyjątkiem od reguły stanowiły produkty, których u siebie nie mogę kupić (Lorys kupiłam w Auchan w Białymstoku, u mnie nie ma tej sieci). Postanowiłam zmniejszyć ilość kosmetyków, które mam. Dopuszczam w danej kategorii max 2 kosmetyki. Niektóre produkty mam w dużej ilości (nie ma jak odżywka 600ml lub 1l), więc zużycie przeciągnie się na październik lub nawet listopad :P Jeśli po zużyciu pozostanie tylko 1 kosmetyk, to "pozwolę" sobie na zakup drugiego, który mnie kusi, ale wyjątkiem są produkty, które bardzo wolno się zużywają (szampon z SLES, jedwab, odżywka b/s bez silikonu - w tej roli sprawdzą się także lekkie odżywki d/s). Jest bardzo wiele kuszących nowych produktów i do tego jeszcze promocje :P Ale trzymam się dzielnie - wkrótce moja szafka odetchnie z ulgą ;)
 Oto moja kolekcja:
Szampony:

a) łagodne bez SLS, bez SLES:
1. Rossmann, Babydream (szampon dla dzieci)
2. Rossmann, Babydream fur Mama, Wohlfuhl-Bad (Balsam do kąpieli) (D!!!)
3. Rossmann, Facelle intim, Sensitive (płyn do higieny intymnej)

b) oczyszczające z SLES:
1. Barwa ziołowa, Czarna Rzepa


Odżywki d/s:

a) bez silikonów
1. Bingo, Maska do włosów z proteinami kaszmiru i kolagenem (D!!!)
2. Bingo, Maska do włosów `Masło Shea i pięć alg`
3. Rossmann ISANA wygładzająca z olejkiem babassu
4. Rossmann ISANA azjatycka kuracja do włosów (D+)

b) z silikonami:
1. Diplona profesional do włosów farbowanych (D!!!)
2. Lorys duo chocolate krem nawilżajacy


Odżywki b/s:

a) bez silikonów:
1. Joanna Naturia odżywka bez spłukiwania z lnem i rumiankiem (D!!!)

b) z silikonami:
1. Marion, Naturasilk, odżywka rozświetlająca w sprayu (D+)
2. Marion, Nature Therapy, Ocet z malin spray regenerujacy
3. Jedwab Naturasilk


Wcierki:
1. Woda brzozowa, Barwa
2. Seboravit (D+)
3. Odżywka pokrzywowa, Anna (D+)
4. Green Pharmacy, Eliksir ziołowy przeciw wypadaniu


Półprodukty:
1. Gliceryna
2. Algi - spirulina
3. Zielona glinka
4. Czerwona glinka z algami
5. Placenta roślinna
6. Kolagen z elastyną


Oleje:
1. Olej rycynowy
2. Olej kokosowy rafinowany
3. Olej sezamowy
4. Olej z pestek winogron
5. Oliwa z oliwek
6. Olej słonecznikowy rafinowany
7. Olej z orzechów włoskich
8. Babydream (2 op.) (D!!!)
9. Babydream fur Mama
10. Cien Oliwkowy olejek do masażu

DENKO - first edition
(D!!!) plan zużyć na wrzesień
(D+)
zrealizowane zużycia

Początek "mojej włosowej historii"

Cykl "Moja włosowa historia" z blogu Anwen od początku był moją inspiracją. Znajdziecie go TU. Ogólnie rzecz biorąc możecie spodziewać się wielu odnośników do postów Anwen, gdyż to jej należą się hołdy i dary za przekazywanie początkującym i nie tylko początkującym włosomaniaczkom wstępnie "przetrawionej" i łatwo przyswajalnej wiedzy. Osobiście nie zgłosiłam się do niej, gdyż ciężko jest mi odnaleźć stare zdjęcia (jeszcze analogowe), aby w pełni pokazać cuda jakie włosom zapewniłam przez ponad dwadzieścia lat życia, a poza tym zdjęcia obecne spowodują niedosyt: to już? takie ma włosy? eee tam, tyle starań a jeszcze nie są warte obejrzenia ;) Raczej byłby to demotywujące ;) Dbam o nie od 9ciu miesięcy, więc mają jeszcze czas pokazać na co je stać :D Początkowe zdjęcia pochodzą z wizażu -  gdzie je zachowałam na swoim profilu ;)

Prowadzenie bloga ma jednak pewne wymogi - trzeba pokazać swoje włosiska i ich problemy ;) To właśnie poniżej uczynię.

Moje włosy-w jakim są stanie i dlaczego?
Moja włosy są dość cienkie, podatne na układanie i szybko powracające do swoistego nieładu bez solidnego utrwalenia. Prawdopodobnie są lekko faliste (zgodnie z TYM wpisem Mysi jest takie prawdopodobieństwo), ale są za krótkie i wycieniowane, co przy fali zaczynającej się w okolicach ucha może być trudne do zweryfikowania. Mam przetłuszczająca się skórę głowy. Zwykle myję włosy codziennie, ale po ostatnich "bojach" jestem w stanie je myć co drugi dzień ;)

Od nowego roku postanowiłam zapuszczać włosy - już na poważnie. Zapuszczałam włosy całe życie, pewnie jak większość dziewczyn, ale ciągle po tym jak mi się znudziły (źle się układały, "przyklapły", kruszyły się lub rozdwajały) - ścinałam. dodatkowo zawsze marzyłam, aby mieć loczki - to pewnie zasługa mojej Mamy, która miała życzenie córci z loczkami i kręciła mi włosy przy każdej nadarzającej się okazji :P Pierwszą domową trwałą zrobiłam w pierwszej klasie liceum.Loczki wyglądały super, dopóki nie zaczęły odrastać. Powtórzyłam zabieg po pół roku. Dlatego ostatecznie ścięłam, zdążyły mi odrosnąć i zapomniałam o wadach trwałej. Kolejny zabieg wykonałam już po studiach, około 2008 roku. Znów pięknie wyglądałam w kręconych, ale po kilku miesiącach zaczęły odrastać, kruszyć się i łamać. W końcu po ponad roku ostatecznie je obcięłam do brody. Ścinałam co kilka miesięcy, aż do eliminacji końców po trwałej, ale wybierałam fryzurki z coraz dłuższym tyłem. W sierpniu 2011 po raz pierwszy farbowałam trwałą farbą włosy - Wellaton w piance. Totalna porażka. Kolor w porządku, ale włosy zniszczone, skóra podrażniona i jeszcze po kilku tygodniach pojawiły się ciemne odrosty. Wtedy już zaczęła świtać w głowie myśl powrotu do natury. Ostateczna decyzja zapadła z nowym rokiem

Co się zmieniło od stycznia 2012?
1. ZAPUSZCZAM! Po raz pierwszy od momentu osiągnięcia dorosłości chcę mieć na prawdę długie włosy.
2. Olejuję włosy.
3. Analizuję składy kosmetyków i używam ich z głową (ograniczam silikony do zabezpieczania końców, silne szampony z SLES do oczyszczania raz na tydzień lub rzadziej, szukam "dobrych" składników w odżywkach itp).
 4. Koloryzacja tylko farbą roślinną henną (henna, ziołowe odżywki koloryzujące w proszku Venita i Eld), ewentualnie szamponetką.
5. Chronię włosy - staram się nie prowokować uszkodzeń mechanicznych (śpię w upiętych włosach, chowam w kaptur lub czapkę przy mrozie, zabezpieczam przed słońcem, delikatni i rzadko rozczesuję).

Mini fotorelacja
 Start: 
20.01.2012 r. 36 cm

W trakcie:
12.04.2012 r. 41 cm

07.07.2012 r. 45 cm

25-26.10.2012 r.

20.01.2012 r.

30.04.2013 r.


02.09.2013 r.


06.01.2014 r.



EDIT: Będę uzupełniać historię co 3 miesiące - żeby było widać różnicę :D To będzie post-pocieszyciel na chwile zwątpienia ;)

Co daje mi pielęgnacja?
1. Włosy są coraz dłuższe, a mimo to układają się nieźle.
2. Czuję miękkość włosów aż po końce, nie kusi mnie ścinanie suchych strąków. Jedynie obcinam same końce, gdy zaczynają się lekko rozdwajać.
3. Zabawę - można niewielkim wysiłkiem poprawić coś w sobie, polepszyć samopoczucie i zrelaksować. Przecież włosowe SPA to sama przyjemność ;)
 





Czas zacząć od autoprezentacji

Dlaczego, po co, na co ten blog???

To jest właściwe pytanie - zwłaszcza w gąszczu urodowo-włosowych blogów. Zacznę od celu egoistycznego: blog jest dla mnie formą usystematyzowania pielęgnacji, moich starań, sukcesów, porażek i po prostu postępów

Cel globalny: naprawa świata, zlikwidowanie głodu na świecie? Chciałabym, aby tylko blog mógł tak wiele, ale to nierealne. Poza tym to nie są wybory Miss Świata, gdzie każda dziewczyneczka obiecuje zlikwidować głód w Afryce ;) Wystarczy, że znajdzie się zbłąkana osóbka, jak ja jeszcze niedawno, która znajdzie dla siebie inspirację, pomoc lub po prostu ciekawą lekturę na moim blogu.

Już w momencie "nawrócenia" na świadomy tor pielęgnacji potrzebowałam usystematyzować swoje poczynania i zachować informacje wyszperane gdzieś w czeluściach internetu, aby w miarę potrzeb do nich wracać, analizować i wyciągać praktyczne wnioski. Od stycznia prowadzę blog na wizażu, gdzie nieudolnie zaczęłam konstruować bazę wiedzy dla siebie i jak się okazało także dla innych ;) Teraz czas na poważnie wziąć się za prowadzenie bloga - może moja "wypociny" kogoś zainteresują ;)