piątek, 23 listopada 2012

Ożywiamy kolor - czerwona papryka

Na blogu Hinaty znalazłam post o naturalnym ożywianiu rudych odcieni włosów. W związku z tym, że włosy ostatnio mi ciemnieją to postanowiłam odpuścić płukanki i intensywnie zadziałać czerwoną papryką w proszku.


Składniki:

* maska Romantic
* kolagen z elastyną
* placenta
* czerwona papryka łagodna w proszku.



Maskę nałożyłam po myciu włosów na ok godzinę pod czepek i ręcznik. Po tym czasie zmyłam i wysuszyłam włosy.

Efekty:

* wanna zafarbowała na pomarańczowo
* czepek zafarbował
* włosy niestety nie :P Po wysuszeniu bardzo intensywnie przyglądałam się włosom i wypatrzyłam może leciutki złotawy połysk.

Możliwe, że efekt będzie widoczny po kilkukrotnym zastosowaniu papryki. Na pewno jaśniejsze włosy mogą zareagować silniej. Biała wanna i kubeczek, a nawet czepek ciężko było domyć z pomarańczowych plam :D Kolejnym razem dodam paprykę do henny (czas kolejnego farbowania już nadchodzi). Ciekawa jestem czy nieco zmieni odcień, jaki daje henna? Zobaczymy ;)


czwartek, 22 listopada 2012

"Wyciskamy" skręt z włosów - informacje i pierwsza próba

Falowane włosy są trudne do rozgryzienia przez początkujące włosomaniaczki. Nie mamy loków, ale gładkiej tafli też nie. A co mamy - powyginane końce. A to pech :/ Trzeba prostować prostownicą lub kręcić? Nie! Trzeba poznać nasze włosy, jakie na prawdę są, nauczyć się je pielęgnować i stylizować oraz, co najważniejsze, pokochać! :) 

Na początek musimy poczytać o rodzajach skrętu, właściwej pielęgnacji, środkach czy zabiegach, które rozluźniają skręt i utrudniają ułożenie ładnej fali. Ja wiedzę czerpałam od doświadczonych blogerek - konkretnie z ich postów oraz wizażu:

Mysia:
I Ty możesz mieć fale. Sprawdź to! TYP 2a/b
Faluj z Mysią. Stylizacja włosów w fale
Żelazne zasady suszenia kręconych/falowanych włosów
Fale krok po kroku. Instruktaż
Wasze włosy u Mysi. Delikatne fale Oli

Czarownicująca (nazywana również Wiedźmą):
Wszystkie faliste wpisy  (Wiedźma oddzielną zakładkę nawet stworzyła, tak popularny jest obecnie ten temat :)
Pokochaj swoje fale: jak rozpoznać, jak pielęgnować
Fale: stylizacja i czesanie
Fale: techniki stylizacji

Anwen:
Ciąg dalszy walki o fale
Jak używam dyfuzora?

Maliniarka:
Stylizacja włosów


Powyższe wpisy są bardzo konkretne, obrazowe i pomocne dla falowanych laików z opornymi włosami :)

Ogólny plan działania powinien wyglądać tak:

1) Oczyszczamy włosy z nagromadzonych substancji: silikonów, pg i innych. Lekkie włosy łatwiej złapią i utrzymają skręt niż opadające pod ciężarem smutne strąki ;) Zwłaszcza jest to istotne przy pierwszych próbach. Nie musimy już na zawsze rezygnować z silikonów - gdy włosy nauczą się skrętu a Wy nauczycie się je stylizować możecie stopniowo i po troszku wprowadzać produkty z silikonami do zabezpieczania końców.

2) Nawilżamy i odżywiamy włosy. Suche i zniszczone włosy nie falują tylko się puszą. Musimy zadbać o ich stan. Oczywiście wszystko z umiarem - trzeba zachować odpowiednią proporcję protein i substancji nawilżających, ale o tym poczytajcie na przykład TU. Najlepiej zapoznać się z FAQ dla kręconowłosych.
Nie musicie od razu rygorystycznie przechodzić na metodę Curly Girl, ale warto zaczerpnąć nieco wiedzy ;)

3) Próbujemy dwóch metody stylizacji wg powyższych postów: dla włosów, które dość wyraźnie zdradzają zadatki na fale polecam metodę Mysi, a włosy ledwo wywijające się na końcach, łatwe do ułożenia, ale także skłonne do odginania się od gumek, spinek i założenia za ucho (czyli moje włosy), będą potrzebowały bardziej radykalnych środków opisanych u Wiedźmy.

4) Nie zrażamy się początkowym niepowodzeniem, próbujemy dalej. Jak jedna metoda zawiodła (po kilku próbach), możecie sięgnąć po drugą. Może żel lub pianka są za słabe, może za krótko suszyłyście? Jeśli Wasze włosy zdradzają skłonność do fal to na pewno coś z nich można zrobić ;) Wiadomo, ze stylizacja jest czasochłonna, ale przy małym zapasie czasowym warto się pobawić i przeszkolić nasze włosy w falowaniu ;)
 

 Poniżej moja pierwsza próba :D Zabawa akurat na dłuuugie zimowe popołudnie - kilka miesięcy na próby przede mną. Niestety nie była w 100% fachowa, ale już pierwsze koty za płoty :)


Próba I 14.11.2012 r.:


1) Mycie BD, mocniejsze oczyszczanie nie było konieczne - myłam włosy 2 mycia wcześniej oczyszczającym mydełkiem, nakładałam minimalne ilości silikonów (spryskałam raz sprayem Schauma)

2) Odżywka d/s - maska Romantic ze zmywalnym wodą silikonem

3) Odżywka b/s - Joanna len i rumianek wgnieciona w ociekające wodą włosy. Wygniatałam włosy do momentu , aż przestała z nich kapać woda.

4) Stylizacja:

  a) nałożyłam żel (z Lidla Cien męski zielony bez alkoholu) wgniatając do jak odżywkę b/s we włosy. Wygniatałam kilka minut. Następnie zastosowałam plunking: położyłam bawełnianą koszulkę na półeczce, na niej ułożyłam włosy i zawinęłam turbanik. Włosy były jeszcze bardzo mokre, więc na to nałożyłam jeszcze turban z dużego ręcznika, który dodatkowo stabilizował całość. Chodziłam tak ok. 20 min (robiłam w tym czasie sałatkę)

  b) zdjęłam turban, wygniotłam włosy i wtarłam w skalp Joanna Rzepa ampułki (cel nr 1 to porost :P). Wcieranie spowodowało rozbicie włosów na cieńsze pasma i rozprostowanie ich :/ Mój pierwszy błąd.

  c) suszenie - nie posiadam dyfuzora, więc musiałam posłużyć się ręką. Dołożyłam jeszcze żelu wgniatając go w pasma i przystąpiłam do suszenia. Układałam włosy na ręku, dociskałam do głowy i włączałam suszarkę z lekko ciepłym nawiewem. Po ok 2 minutach włączałam zimny nawiew i jak ostygły to odstawiałam suszarkę, chwilę trzymałam włosy a następnie delikatnie puszczałam. Pasmo po pasmie wysuszyłam całą głowę wracając kilkakrotnie do pierwszych pasm skracając czas suszenia poszczególnych partii, gdyż już mdlała mi ręka :P Włosy pozostały lekko wilgotne z tyłu głowy. Zostawiłam je w spokoju na 15 minut i odgniotłam delikatnie żel.

Zaraz po wysuszeniu:


Po odgnieceniu żelu:






Efekt bardziej przypomina bałagan niż fale, ale liczę, że stopniowo włosy nauczą się skrętu a ja stylizacji i będą coraz ładniejsze. Mam dziwne uczucie, że skręt zawdzięczam głównie sile żelu, gdyż w miejscach, gdzie źle złapałam włosy szybko zapamiętywały "krzywiznę" zamiast fal :P Kolejne próby będą pojawiać się w późniejszym czasie na blogu, zwłaszcza te udane :P Opiszę błędy, które uda mi się wychwycić i wyeliminować ;)

niedziela, 18 listopada 2012

Diplona Professional - odżywka do włosów farbowanych

Nareszcie jest recenzja! Tak samo długo zabierałam się do tej recenzji, jak długo męczyłam się żeby ją w końcu zużyć :P Oczywiście pod koniec butli dopiero znalazłam dla niej odpowiednie zastosowanie, w którym o dziwo świetnie się spisywała. Jakie? Przeczytajcie ;)

Diplona Professional do włosów farbowanych i rozjaśnianych



Opis producenta:


Wspomniany kompleks witamin jakoś umknął moim oczom w składzie produktu :P Na szczęście producent nie rozpisywał się na temat cudownych właściwości odżywki: chroni przed utratą koloru, ułatwia rozczesywanie i nadaje połysk. Kolor spłukiwał się jak zwykle, a połysk też nie zaskakiwał intensywnością...


Skład:


Skład nie powala, jak na odżywkę do odżywiania :P Zawiera silikon łatwo usuwany przez łagodne szampony dimethiconol i pantenol przed zapachem. Po zapachu w ilościach mikroskopijnych olejek jojoba oraz na szarym końcu składu ekstrakt z figowca pospolitego.


Moja opinia:


Odżywka jest poprawna: ułatwia rozczesywanie włosów, są one miękkie i gładkie. Ma ona jedynie właściwości kondycjonujące: składniki potencjalnie odżywcze są na szarym końcu składu. Zapach jest słodko-chemiczny. Nie podoba mi się, drażnił mnie przez cały czas używania. Odżywka jest gęsta i bardzo wydajna: na włosy do ramion spokojnie wystarczy jedno naciśnięcie pompką. Tyle na temat sposobu użytkowania przewidzianego przez producenta. Mniej więcej w połowie opakowania zaczęłam myć włosy metodą OMO i Diplona pełniła rolę pierwszego O. Nawet poplątane włosy moczyłam i nakładałam odżywkę od skalpu do końców. Masowałam delikatnie i spokojnie mogłam przeczesać włosy palcami. Po chwili spłukiwałam i nakładałam Diplonę w niewielkiej ilości na długość a na skalp szampon Facelle lub Babydream (bardzo plączące włosy). Dzięki Diplonie włosy o wiele mniej się plątały a mimo to były świetnie oczyszczone. Pod koniec opakowania wlałam wodę do opakowania, gdyż szkoda mi było je rozcinać i ku mojemu zdziwieniu na ściankach było tak wiele odżywki, że uzyskałam jeszcze ok. 150 ml odżywki o konsystencji np.: Isany z babassu. Możecie sobie wyobrazić jak gęsty był balsam, porównałabym go do masek Bingo. Cena produktu jest niska: 600 ml bardzo gęstej odżywki kupimy za ok 10 zł, ale ciężko jest ją dostać. Ja kupiłam w Biedronce, ale była to czasowa promocja. W stałym asortymencie ona nie widnieje. Czy kupię ponownie - raczej nie. Zapach wystarczająco mnie zmęczył :P Obecnie do OMO używam balsamu Romantic Anti-Age o lepszym składzie, wydajności podobnej: Romantic kupimy w litrowej butli za 10 zł, ale konsystencję ma o wiele rzadszą, więc potrzebuję jej więcej na jeden raz. Na szczęście ma łagodniejszy i ładniejszy zapach ;)

sobota, 17 listopada 2012

Nepalski Tydzień Mydlany u Śliwki Robaczywki

Witajcie! 

Chciałabym Was poinformować, jeśli jeszcze nie wiecie ;) , że na blogu www.sliwkirobaczywki.blogspot.com trwa Nepalski Tydzień Mydlany:


Przez cały tydzień będą prezentowane mydła, które dodatkowo możecie otrzymać do testowania:


Pierwszym produktem są mydła z mlekiem mongolskich klaczy o zapachu różanym i kadzidłowym:





W kolejnych dniach będą też mydła tybetańskie: z nardem, jałowcem oraz cedrem;  mydła z mlekiem jaka, mydła dla joginów, mydła ajurwedyczne oraz mydła himalajskie z przeróżnymi ziołami a także wspaniałe mydła kofeinowe i z zieloną herbatą.

Zapraszam Was do udziału w konkursie: nagrody są bardzo ciekawe i co najważniejsze mają naturalny skład i są ręcznie robione. Dodatkowo wybierając te produkty wspieramy kobiety z Himalajów ;) Warto zerknąć czasem na ten blog, gdyż często prezentowane są w większości egzotyczne produkty, a czasem można jeden z nich otrzymać do testowania ;)

Pozdrawiam!

środa, 14 listopada 2012

Marion Ocet z malin i koktajl owocowy - spray regenerujący

Marion, Nature Therapy, Spray regenerujacy włosy, Ocet z malin i koktajl owocowy


Opis producenta:


Spray o świeżym zapachu malin został stworzony, aby przywrócić włosom blask, siłę i elastyczność.
Ocet z malin - zamyka łuski włosów, zakwaszając je, dzięki czemu włosy łatwiej się rozczesują i są bardziej odporne na łamanie. Nadaje włosom piękny połysk i przywraca miękkość.
Koktajl owocowy - normalizuje warstwę rogową skóry, uaktywnia metabolizm białek niezbędnych do budowy włosów, działa nawilżająco i wygładzająco.

Skład:


Aqua, Cetrimonium Chloride, Glycerin, Polyquaternium-70 and Dipropylene Glycol, Propylene Glycol, Coceth-7 and PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether and PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Rubus Idaeus Fruit Extract, Acetum, Prunus Armeniaca Fruit Extract, Prunus Persica Fruit Extract, Pyrus Malus Fruit Extract, Polysorbate 80, Phenoxyethanol and Ethylhexylglycerin, PEG-12 Dimethicone, Parfum, Methylisothiazonlinone, CI 16255, CI 16185.

W odżywce znajdziemy glicerynę, olej rycynowy, ekstrakt z owoców maliny, moreli, brzoskwini i jabłka  oraz oblepiacze: polyquaternium i silikon dimethicone, które są dość łatwo zmywalne i nie znajdują się w odżywce w dużych ilościach (pq o wiele więcej).

 

Moja opinia:


Spray ma bardzo przyjemny słodki malinowy zapach i czerwony kolor. Kojarzy się raczej z landrynkami malinowymi niż prawdziwymi owocami, ale mi osobiście przypadł do gustu. 
Sprayu tego typu używam w kilku celach:
* zabezpieczenie pocieniowanych włosów, których nie traktuję jedwabiem
* nawilżenia włosów następnego dnia po myciu
* zwilżenia włosów przed stylizacją
* odświeżenia zapachu :) Po prostu dla przyjemności ;)
Jako zabezpieczenie spray zawiera za mało silikonów, nie zawiera olejów, toteż nieco go zmodyfikowałam dodając kilka kropli Jedwabiu Marion ;) Dzięki temu spisywał się bardzo dobrze. Sam spray daje nawilżenie włosom, zmiękcza nie i wygładza. Cel nr 2 osiągnięty ;) Spray jest lekki, dzięki czemu można używać go w większej ilości i zwilżenie włosów przed stylizacją mamy zapewnione, a miły zapach skutecznie zachęca nas do jego stosowania ;) Nie spodziewam się regeneracji, którą obiecuje nam producent, ale zwiększony połysk po użyciu produktu zaobserwowałam, co jest kolejnym plusem ;) 
Spray jest w średniej cenie: 120 ml kosztuje ok. 8 zł i jest dość trudno dostępny (ostatnio kupiłam spray Shaumy w promocji za 10 zł, ale w opakowaniu mamy 200 ml). Opakowanie jest bardzo poręczne, spray działa bez zarzutu, nakrywka trzyma się dobrze i nie spada w niewyjaśnionych okolicznościach :P 

Ogólnie muszę stwierdzić, że jest to bardzo przyjemny i praktyczny produkt do włosów niezniszczonych. Jest bardzo lekki, świeży, toteż polecam na lato. Obecnie ruszył sezon kaloryferowy, więc przestawiłam się na cięższą pielęgnację (spray Shauma z masłem shea i kokosem).