poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Testuję z Maliną: Eveline ExtraSoft bioOLEJEK ARGANOWY Luksusowy balsam odżywczo-energizujący


Chciałabym przedstawić Wam kolejny produkt Eveline, który otrzymałam do testów w ramach Malinowego klubu.

Eveline BioHYALURON 4D KWAS HIALURONOWY Kremowy balsam do ciała SOS





Opis producenta



Ze strony Trendów Kosmetycznych:

Luksusowy balsam odżywczo - energizujący łączy zmysłową przyjemność stosowania ze skutecznością działania. Doskonale dobrana kompozycja cennych składników aktywnych, błyskawicznie przywraca skórze jędrność i elastyczność. 

Formuła wzbogacona o bioolejek arganowy i biokwas hialuronowy, w połączeniu ze szwajcarską recepturą, intensywnie odżywia i na długo nawilża skórę.

Działanie balsamu utrzymuje się przez 24 godziny, po zastosowaniu skóra staje się wyraźnie gładsza i bardziej miękka. Zniewalający zapach słodkiej pomarańczy działa pobudzająco na zmysły.
bioOlejek arganowy - nazywany płynnym złotem, pobudza naturalną odnowę komórek i jest prawdziwym „eliksirem młodości”. Działa łagodząco oraz pomaga odbudować hydrolipidową barierę naskórka.
bioKwas hialuronowy – intensywnie nawilża skórę, przywracając jej jędrność i elastyczność.
bioŻeń-szeń – regeneruje i odmładza, stymuluje odnowę naskórka i dodaje skórze niezbędnej energii.
Algi laminaria – wzmacniają strukturę skóry, rewitalizują i nawilżają.
Kompleks witamin A+E+F – poprawia jędrność i elastyczność.
D-panthenol + Alantoina – działają łagodząco i kojąco.








Skład



Balsam zawiera m.in. olej sojowy, mocznik, glicerynę, olej arganowy, masło shea, kwas hialuronowy, ekstrakt z alg Laminaria, ekstrakt z żeń-szenia, panthenol, alantoinę, wit. E.

Konsystencja, opakowanie



Balsam kupujemy w opakowaniu z pompką, które jest bardzo wygodne i higieniczne. Jest rzadszy niż SOS, tak jak krem ISANA kakaowa. Rozsmarowuje się dobrze, nie pozostawia smug, wchłania się szybko,  pozostawia tylko lekką, aksamitną warstwę. Pompka działa sprawnie, nie zacina się. Umożliwia precyzyjne dozowanie. Również to opakowanie ma naklejki z wszystkimi informacjami, które nie ścierają się.




Moja opinia

Balsam jest zdecydowanie lżejszy i rzadszy niż wersja SOS, ale to logiczne skoro SOS ma ratować suchą skórę, a Extrasoft odżywiać i energizować ;) Dlatego konsystencja jest adekwatna do zastosowania. Balsam rozsmarowuje się łatwo i szybko wchłania. Pozostawia cieniutką aksamitną warstewkę, więc brudzenie ubrań raczej nam nie grozi. Dobrze nawilża skórę, zmiękcza ją, ale przy suchej skórze polecałabym smarować się dwukrotnie (lub częściej) w ciągu dnia. Nie chroni tak dobrze jak SOS, ale jak wspominałam z założenia jest on lżejszy. Bardzo lubię jego zapach - może nieco chemicznej pomarańczy, ale jak najbardziej wpisuje się w energizujący kanon tego balsamu. Aczkolwiek przy częstym stosowaniu chemia pomarańczki zaczyna drażnić, więc cieszę się, że zapach czuć tylko podczas aplikacji.

Podsumowując:


+ pozostawia skórę nawilżoną, miękką, ale na krótko, warto powtarzać smarowanko 2x dziennie
+ nie podrażnia, koi podrażnienia posłoneczne
+ wygodne rozsmarowywanie i aplikacja
+/- świeży, cytrusowy zapach,wyczuwalny tylko podczas aplikacji, ale po dłuższym czasie męczy


Jeśli miałabym wybrać jeden z dwóch przedstawionych balsamów to postawiłabym jednak na Eveline BioHYALURON 4D KWAS HIALURONOWY Kremowy balsam do ciała SOS. Zwykle nie mam czasu smarować ciało dwukrotnie w ciągu dnia, a balsam energizujący jednak zbyt długotrwałego nawilżenia nie zapewnia. Skóra rano delikatnie prosi o dodatkową porcję. Zapach obu produktów nie powala na kolana, co prawda SOS pachnie o wiele gorzej, ale wersja pomarańczowa nie rzuciła mnie na kolana, aby mój nos przekonał mnie do wyboru jednak tego balsamu. Oba produkty warte wypróbowania ze względu na składy.


Produkt otrzymałam do testów z Malinowego Klubu, co nie miało wpływu na moją opinię.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Testuję z Maliną: Eveline BioHYALURON 4D KWAS HIALURONOWY Kremowy balsam do ciała SOS


Chciałabym przedstawić Wam kolejny produkt Eveline, który otrzymałam do testów w ramach Malinowego klubu.

Eveline BioHYALURON 4D KWAS HIALURONOWY Kremowy balsam do ciała SOS




Opis producenta






Ze strony Trendów Kosmetycznych:

Kremowy balsam do ciała SOS INTENSYWNA REGENERACJA, z innowacyjnym kompleksem bioHyaluron Plus Complex™, został opracowany specjalnie z myślą o codziennej pielęgnacji bardzo suchej, szorstkiej  i  wrażliwej skóry, wymagającej głębokiej regeneracji i odżywienia.
Unikalna formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, skutecznie stymuluje procesy odnowy komórek oraz dostarcza skórze niezbędnych lipidów, wyraźnie ujędrniając, zmiękczając i wygładzając. Skóra staje się aksamitnie gładka, sprężysta i miękka w dotyku. Kremowa konsystencja sprawia, że balsam łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie obciąża skóry i nie pozostawia tłustej warstwy. Przyjemny, delikatny zapach zapewnia uczucie świeżości i komfortu.

Innowacyjna formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne:

bioHyaluron Plus Complex™ – podwójna moc nawilżania! Wyjątkowe połączenie biokwasu hialuronowego i 5% UREA w jednej formule, intensywnie nawilża i chroni naskórek przed wysuszeniem.
Oligoceane™
– minerały wód termalnych północnej Bretanii nawilżają i wygładzają skórę, przywracając jej miękkość i elastyczność.
bioOlejek makadamia – silnie regeneruje i odżywia. Opóźnia procesy starzenia się, utrzymuje skórę w doskonałej kondycji.
Kompleks witamin (A, E, F) –
poprawia elastyczność i miękkość naskórka.

Rezultat:
szorstka skóra staje się gładka i aksamitna w dotyku.

Potwierdzona skuteczność działania*:
• skóra odbudowana (zmniejszenie szorstkości) do 43%
• skóra intensywnie wygładzona do 80%
• skóra głęboko nawilżona do 90%
* Test samooceny przeprowadzony w grupie 40 kobiet.





Skład




W składzie znajdziemy m.in. olej sojowy, glicerynę, mocznik, olej makadamia, kwas hialuronowy, panthenol, masło shea, ekstrakt z alg Laminaria, wyciąg z mułu morskiego oraz ekstrakt z muszli ostryg.



Konsystencja, opakowanie



Balsam znajduje się w opakowaniu z pompką, co jest bardzo wygodne i higieniczne. Co prawda ja jestem fanką maseł czy gęstych kremów do ciała, które ze względu na konsystencję są w słoiczkach, ale omawiany balsam dzięki kremowej, ale niezbyt zbytej konsystencji świetnie wydobywa się z butli. Jest gęsty, jak na balsam, tak jak krem ISANA oliwkowa (kakaowa jest rzadsza). Świetnie się rozsmarowuje na ciele, nie pozostawia smug, wchłania się dość szybko, ale pozostawia lekko tłustą, aksamitną warstwę. Wyjściowych ubrań nie nałożyłabym od razu, ale balsam stosuję po prysznicu wieczorem i zakładam koszulkę nocną, która balsamów się nie boi ;) Pompka działa sprawnie, nie zacina się. Umożliwia precyzyjne dozowanie - balsam wydobywa się przy lekkim naciśnięciu w minimalnej ilości, a jak wcisnę pompkę do końca to w większej. Nie lubię pompek, które dozują zawsze jednakową ilość balsamu, gdyż lubię czasem dołożyć mniejszą ilość. Poza tym opakowanie ma naklejki z wszystkimi informacjami: zastosowanie, skład, właściwości, które nie ścierają się i po kilku tygodniach stosowania są nadal wyraźne i czytelne. Nie lubię rozbieganych literek po butelce i rękach :P



Moja opinia


Balsam stosowałam zazwyczaj raz dziennie po wieczornym prysznicu. Aplikacja jest wygodna dzięki pompce, dodatkowo balsam rozsmarowuje się równomiernie bez smug. Wchłania się szybko zostawiając tłustą warstewkę. W dotyku jest w sumie bardziej aksamitna niż tłusta, ale czuć ochronę, co jest plusem dla balsamu stosowanego wieczorem. Koi suchą, zmęczoną słońcem skórę. Zdarzało mi się stosować te na suchą skórę. Wtedy tłusta warstewka pozostawała na dłużej, więc balsam jest za ciężki do stosowania rano - trzeba długo czekać z ubieraniem się, żeby nie zatłuścić materiału. Może zimą przy suchym powietrzu sprawdzałby się także stosowany rano, ale zgodnie z nazwą jest to SOS dla suchej skóry, więc jego bogata konsystencja jest jak najbardziej na miejscu. Jedynym zastrzeżeniem jest zapach - nie podoba mi się! Kojarzy mi się z męskimi perfumami, czy kremem starego typu (Pani Walewska?). Wolałabym brak zapachu a najchętniej jakąś wanilię czy coś przyjemnego ;) Ale zapach to kwestia gusty, po posmarowaniu ulatnia się, więc nie stanowi to problemu. Zdecydowanie działanie i konsystencja mi odpowiada, nawet bardziej niż w drugim balsamie Eveline, o którym napiszę wkrótce ;)

Podsumowując:


+ pozostawia skórę nawilżoną, natłuszczoną, miękką, wręcz aksamitnie gładką
+ nie podrażnia, koi podrażnienia posłoneczne
+ gęsta konsystencja, wygodne rozsmarowywanie i aplikacja

- zapach, ale na szczęście ulatnia się szybko
- może okazać się za ciężki na lato, dość długo się wchłania (ja nie uważam tego za wadę - wieczorem lubię nałożyć coś treściwego)


Produkt otrzymałam do testów z Malinowego Klubu, co nie miało wpływu na moją opinię.

środa, 31 lipca 2013

Aktualizacja włosów - lipiec 2013

Stan włosów w poprzednim miesiącu



Stan włosów na dzień 31.07.2013

Włosy po samodzielnym wyschnięciu, bez jakiejkolwiek stylizacji. Porównując zdjęcia urosły, że hej - chyba mniej niż 1 cm :P Ale z wcieraniem było cienko, wiec nie powinnam się dziwić ;)

 Pielęgnacja w lipcu:


Mycie


Zazwyczaj myłam włosy metodą OMO z zastosowaniem balsamu Romantic. Do codziennego mycia służył mi szampon Babydream (w opakowaniu spieniającym po farbie Wellaton jego wydajność jest wręcz nieskończona!), do oczyszczania szampon ze SLES bez silikonów lub nawet SLESowy żel do mycia twarzy ;) Szybka analiza składu i wio! :P W czasie wyjazdu myłam włosy próbką płynu Johnson and Johnson 3w1. Słabo myje. Raz nie domył Sesy! Mimo dwukrotnego namydlania. Musiałam myć włosy ponownie, wybrałam szampon ze SLESem i zafundowałam sobie swędzenie do kolejnego mycia :/ Nie dorasta Babydreamowi do pięt a jest kilkakrotnie droższy, do tego rzadszy i słabo się pieni. Na próbce poprzestanę. Przypomnialam sobie o oddelegowanym do mycia ciała mydełku nepalskim, gdy postanowiłam walczyć z wypadaniem przy pomocy olejku Sesa i mydełka Sesa jako wsparcie kuracji. Jak pisałam wcześniej (TU) mydełko do mycia włosów nie sprawdziło się, ale przecież osad mydła przy twardej wodzie jest logiczny. Przeczytałam o mydełku Sesa, że trzeba namydlić głowę, zostawić pianę i użyć potem szamponu. Tak samo zaczęłam postępować z mydełkiem nepalskim i jest git ;) Mydełko łagodzi skalp, zostawiam na max 5-10 minut z obawy przed obciążeniem i zmywam szamponem. W ten sposób stosuję też Sesę, ale trzymam dłużej. Jak tylko mam czas to dbam w ten sposób o skalp - metoda w fazie testów, więc o rezultatach nie powiem ;)


Odżywki d/s


Zazwyczaj używałam balsam regemerujący Agafii, który ma się ku końcowi. Lubię go, nawilża zdecydowanie lepiej niż moje 2 pierwsze balsamy Agafii: codzienny i specjalny, które zraziły mnie do ziołowych balsamów. Jednak wersja regenerująca i oczekująca w kolejce na propolisie łopianowym zawierają olejki i lepiej wpływają na włosy. Końce są również nawilżone, ale na nie nakładam troszkę więcej balsamu. Wkrótce napiszę o nim więcej. Kilkakrotnie przy poczuciu słabszego nawilżenia lub po myciu SLESem włosy upiększała niezawodna maska Love2mix. Na włosach pojawiła się także maska drożdżowa Agafii, która na długość nadaje się, ale pokładam nadzieję w jej skalpowe działanie ;) W czasie pobytu u rodziców włosy nawilżał i z niewiadomych przyczyn prostował Potters aloesowy, a nawilżała i zabezpieczała przed szamponem maska Romantic, której odlewkę dałam Mamie jako próbę zarażenia włosomaniactwem :P. Jednak najcześciej używa "swoich" masek - silikonowych, ładnie pachnących :P Uwielbia Kallosa, którego 250 ml słoiczek zużywała miesiącami - ma krótkie włosy i nakłada tylko odrobinę. Jedyne co zdziałałam to przypomniałam jej domowe maski i czasem nałoży żółtko z oliwą na włosy.


Odżywki b/s, zabezpieczenie


W lipcu nadal zabezpieczałam końce kuracją arganową Marion - już prawie denko :P Nadal uwielbiam jej zapach i kolor :P Będąc u rodziców używałam jedwabiu Delii. W dni bez mycia gdy miałam dużo przebywać na słońcu używałam "swój" spray (tonik aloesowy Ziaja, silikonowa maska Matrix (próbka), olej arganowy, zielona herbata, woda destylowana, kilka kropli kwasu mlekowego). Częściej niż sprayu używałam kremu do rąk i ciała, który po smarowaniu skóry pozostawał na dłoniach i nimi ugniatałam końce ;)


Wcierki


Na początku lipca wcierałam tonik na bazie kozieradki z dodatkiem innych ziół i zakonserwowany alkoholowym tonikiem do twarzy. Później postawiłam na olejowanie i maskowanie skalpu przed myciem. Rozpoczęłam testy oleju Sesa i maski drożdżowej Agafii. Robię co mogę, żeby dogodzić skalpowi i przytrzymać włosy przy sobie. Jak moje działania nie przyniosą rezultatu to sięgnę po do tej pory niezawodną Rzepę Joanny - przynajmniej babyhairy wyhoduję.


Olejowanie


Olejowałam oliwką Cien (na bazie oliwy z oliwek), olejekm sezamowym i raz oliwą z oliwek na suche lub zwilżone wodą (lub wodą z ryżu, zieloną herbatą) włosy. Czasem nakładałam na włosy balsam lub maskę i dopiero olej. Skalp zaczęłam olejować Sesą, nawet wymieszaną z maską drożdżowa Agafii. 


Suplementy


Popijam często pokrzywę, można powiedzieć że zapominam raz na kilka dni ;) Łykam magnez (pokrzywa skutecznie mi go wypłukuje). Włosowy suplement planuję na sierpień ;)

Inne

 

Hennowanie pierwsze 06.07 (nieudane) i drugie 14.07 (zdecydowanie skuteczniejsze).



Podsumowując: zaczęłam walkę z wypadaniem, wprowadziłam olejowanie i maskowanie skalpu. Może przyda się po kuracji alkoholową wcierką. W ruch poszły też mydełka. Długość to jedno, ale smętne rzadkie włosy nie zdobią. Muszę popracować nad gęstością. Stylizacja maskuje problem, ale w odpływie widzę nadal spory kłębek włosów i nie zmienia się to mimo moich działań :/ Włosy na długości nie narzekają - jak znajduję czas dla skalpu to i długość ma ucztę ;)



A jak Wasze włosy? Radzą sobie z upałami? ;)



niedziela, 21 lipca 2013

Marion, 7 efektów, Kuracja z olejkiem arganowym - czyli serum na końce o długiej nazwie

Przedstawię Wam serum, które przez ostatnie kilka miesięcy stosowałam na końce. Znowu jest to firma Marion, ale produkty b/s tej firmy bardzo cenię i lubię. Pisałam o odżywce w sprayu z jedwabiem i octem z malin. Teraz kolej na kurację.



Opis producenta z marionkosmetyki.pl


Nowa linia produktów stworzona do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, szczególnie polecana do włosów suchych i zniszczonych. Wyjątkowe formuły produktów oparte zostały na bazie olejku arganowego, zwanego „marokańskim złotem”, który pomaga zapewnić włosom 7 efektów:

- przywraca piękny połysk
- regeneruje włosy od wewnątrz i wygładza
- ułatwia rozczesywanie i układanie
- wzmacnia i nawilża
- nadaje miękkość i elastyczność
- chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych
- zapobiega puszeniu się włosów

Kuracja z olejkiem arganowym - Jedwabista konsystencja produktu pozwala na równomierne rozprowadzenie preparatu na włosach, jest natychmiast wchłaniana, nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów we włosach.


Skład


Cyclopentasiloxane (and) Dimethiconol, Dimethicone, Phenyltrimethicone, Isopropyl Myristate, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Cl 47000, Cl 26100, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Benzyl Cinnamate


Opakowanie, konsystencja


Produkt zapakowany jest w plastikową buteleczkę z pompką. Świetne rozwiązanie - na moje włosy potrzeba 2 pompki i cały czas dozuję tyle samo ;) Zapobiega to rozlaniu się. 


Konsystencja jak typowy jedwab - oleista, gęsta. Kroplę roztartą w dłoniach łatwo aplikować na włosy.



Dostępność i cena


Ja kończę opakowanie 50 ml, ale są dostępne też 15 ml. Cena za 50 ml to około 12 zł, a ja kupiłam w promocji w Naturze za 8 zł.



Moja opinia


Serum jest bardzo wydajne - w sumie każda bomba silikonowa w tej formie szczyci się tą cechą ;) Używam od kilku miesięcy. Nakładam 1-2 kropelki, rozcieram w dłoniach i przeciągam kilkakrotnie po końcach lekko przeczesując włosy palcami. Stosuję zazwyczaj po myciu na mokre włosy - zapobiega to nałożeniu zbyt dużej ilości. Zdarzało mi się aplikować na włosy suche - maksymalnie 1 kroplę rozcierałam w dłoniach i przeciągałam po włosach, aby nadać im połysk. Zazwyczaj jako wykończenie jakiegoś upięcia. Serum dobrze chroni końcówki, stają się gładkie i śliskie, dzięki czemu prześlizgują się po ubraniach i mniej niszczą. Dodatkowo nadaje włosom połysk, zwłaszcza nałożone na suche włosy. Jest lżejsze niż jedwab Naturasilk firmy Marion, więc nakładam 2 krople na mokre włosy, a Naturasilk nakładałam 1. Może powoduje to mniejszą wydajnosć, ale sprawia mniej kłopotów przy nakładaniu. Trudniej z nim przesadzić ;) Dodatkowo pięknia pachnie wanilią. Kończę opakowanie, a nadal zapach uwielbiam. I jeszcze ma bajerancki złoty kolor - w końcu olej arganowy to "złoto Maroka" ;) Tytułowy olej arganowy znajduje się przed zapachem, więc nie jest źle ;)


Jakie serum na końce polecacie? Które nie sprawdziły się u Was? :)

środa, 17 lipca 2013

Henna i inne barwiące zioła do włosów

HENNA


Są to sproszkowane liście rośliny Lawsonia inermis lub alba. Zawiera pomarańczowo-czerwony barwnik lawson. To jest jedyna prawdziwa henna ;) Dlaczego o tym piszę? A dlatego, że wiele osób słowem henna nazywa wszystkie ziołowe (i nie tylko) farby do włosów i malowania ciała, a także preparat do przyciemniania brwi i rzęs, który zazwyczaj nie zawiera nawet odrobiny henny ;) Na dole wpisu macie info o cassji ("bezbarwna henna") i indygo ("czarna henna"). Zawierają one inne barwniki, mają inne wymagania i trwałość. Poniżej znajdziecie informacje, wskazówki dotyczące zastosowania ziół indyjskich do koloryzacji włosów. Niestety jest wiele opinii, sposobów, pomysłów i sprzeczności, gdyż natura nie jest tak uporządkowana jak chemia ;) Najlepiej znaleźć metodę najlepszą dla siebie, swoich włosów. Eksperymentujcie, inspiracje znajdziecie poniżej. Na końcu podam garść ciekawych linków, gdzie często temat jest bardziej rozwinięty ;)

Kupujemy hennę


Czysta henna jest w postaci zielonego proszku. Nie jest to trawiasta zieleń, ale szaro-zielony proszek. Może mieć konsystencję mąki (tworzy gładką pastę, łatwą w nakładaniu), jeśli jest dokładnie przesiana a czasem widać grubsze fragmenty (wtedy pasta ma konsystencję błota z farfoclami :P lub jeśli nie jest aż tak źle to błota, nakłada się gorzej, ale jest to wykonalne). Henna często sprzedawana jest w towarzystwie innych ziół,  nie wpływających na kolor np. Heenara lub z indygo (ciemniejsze, chłodne odcienie), cassią (jaśniejsze, złotawe) czy amlą (lekko ochładza rudość henny). Najważniejsze jest to, żeby nie zawierała sztucznych barwników (Venita, Eld - odcień chna to henna z talkiem jako wypełniaczem, pozostałe odcienie opierają się na sztucznych barwnikach), a przede wszystkim PPD (czarna henna, która w krótkim czasie pozwala uzyskać czerń, bez dwufazowego hennowania, jak przy indygo). Zdarza się, że dodawany jest zielony barwnik, czy raczej dodatek zielonego proszku, który nie wpływa na kolor włosów, ale samego proszku. Jest pogląd, że intensywnie zielony kolor proszku oznacza, że henna jest świeża, więc sprzedawca koloryzuje produkt, żeby się sprzedał ;) Najważniejszy jest zapach - henna pachnie jak trawa, zioła, po prostu jakieś bliżej nieokreślone zielsko bez żadnej chemicznej  nuty ;) Najwyższej jakości jest henna do Mehandi (tatuowania ciała), nazywa się BAQ (Body Art Quality) henna. Malując misterne wzory na ciele przeciska się pastę przez rożek - jakiekolwiek grudki zapychałyby otwór, spadały i uniemożliwiały malowanie linii, dlatego BAQ henna jest najdrobniejsza - przesiana w celu pozbycia się grubszych partii, które często są sprzedawane jako tania henna do włosów ;) Aplikacja na włosy nie wymaga aż takiej precyzji ;)



Ja osobiście używałam:
- Venitę, Eld (odcień chna): łatwo dostępne, tanie, jakość słaba - opakowanie dopełnione jest talkiem :P Nadadzą sie dla początkujących, którym szkoda inwestować w prawdziwą hennę lub płacić za jej przesyłkę. Od niej zaczynałam, używałam wiele lat, również inne odcienie z chemicznym barwnikiem - szybciej kolor znikał. Krzywdy nie zrobiła, ale wolę zapłacić za paczkę henny a nie henny z talkiem ;)
- Mehandi, firmy Hesh - henna solo. Hennowanie 16.04.2013
- Mumtazhenna solo, prawdopodobnie, ale producent nie pofatygował się napisać składu. Hennowanie 14.07.2013
- Heenara, firmy Hesh - mieszanka henny i innych indyjskich ziół o działaniu kondycjonującym. Hennowanie 08.06.2013
- Hna indyjska naturalna, firmy Fitocosmetic - henna solo, skład może i jest, ale po rosyjsku :P Hennowanie 16.03.2013

Strasznie mam ochotę sprawdzić BAQ hennę, do tej pory tego jeszcze nie zrobiłam, ale nadrobię ;) Polecana jest henna Jamila na Mazidłach. A ja teraz po sąsiedzku (osiedle obok) mogę odebrać hennę od Pola Henny ;) Dość wykrętów, że przesyłka droga :P Inne rodzaje henny, pakowane przez producentów  w kartoniki możecie kupić w sklepach internetowych czy zielarniach. Są to henny Hesh: Mehandi, Heenara, a także Mumtaz (gorzej z dostępnością, ale najtańsza) oraz Khadi (w ofercie mają wiele odcieni, mieszanki ziół, czystą hennę, indygo i cassię).

 

Przygotowanie mieszanki:

Zalać bardzo ciepłą wodą (nie gorącą!), przykryć folią (ma dotykać powierzchni henny i nie dopuszczać powietrza)  i odstawić w ciepłe miejsce na kilka godzin (6-12h). Położyć chusteczkę na folii - jak będzie lekko pomarańczowa to henna jest gotowa (magiczną chusteczkę zobaczcie TU).


Żeby kolor był bardziej rudy (miedziany) i jaśniejszy można:

* dodać cassię
* zalać herbatką rumiankową
* dodać sok z cytryny
* dodać miód
* dodać kurkumę
* dodać paprykę słodką

Żeby kolor był ciemniejszy można:

* dodać kawę
* dodać amlę (dodatkowo ochładza kolor)
* dodać ecliptę (bhringraj)
* zalać mocną czarną herbata
* zalać naparem z łupin orzechów włoskich
* zalać naparem z kory dębu 
* dodać zmielone goździki - kolor będzie intensywniejszy 
* dodać olejek z drzewa herbacianego lub lawendowy (łagodniejszy) godzinę przed nałożeniem 

Gdy henna jest za rzadka i w celu odżywczym można dodać:

* glinkę,
* placentę,
* spirulinę,
* zioła indyjskie (m.in. amla wpływa na kolor, niektóre zioła nie mają wpływu: neem)
* skrobię ziemniaczaną.
* żel lniany
* odżywkę bez silikonów i parafiny, z niewielką ilością olejków (chociaż henna Lush jest na bazie olejków i farbuje bez problemu...) 
* kozieradkę (wydziela śluz, więc może poprawić konsystencję pasty)
* cukier (wpływają na konsystencję pasty , zwiększają jej lepkość, można dodać też landrynki :P)

Przed nałożeniem:

* podgrzewamy hennę w kąpieli wodnej (żeby była ciepła, nie gorąca! ja mam zimne mieszkanie i papka jest zimna jak stoi kilka godzin)
* myjemy włosy szamponem ze SLES, nie używamy odżywki


Nakładanie, spłukiwanie:

- nakładamy na mokre lub suche włosy, koniecznie czyste, bez silikonów, środków stylizujących, czy kurzu.
- po nałożeniu nakładamy na włosy folię (czepek, reklamówkę, owijamy włosy folią spożywczą - co jest dla Was najwygodniejsze) i ręcznik/czapkę. Warto coś ciemnego położyć na szyi, gdyż w przypadku zbyt gęstej lub rzadkiej mieszanki mogą osypywać się grudki lub spływać strużki brązowej wody (ja mam zazwyczaj problem z tym drugim, gdyż głowa poci mi się pod turbanem :P).
- trzymamy minimum 30 minut (na próbę koloru), a najlepiej 1-6 godzin (optymalnie 2-3 godziny). Henna ma uśmierzać ból głowy, ale jeśli jej zapach drażni Was, albo turban ciąży to nie warto się katować ;) Im dłużej trzymamy tym intensywniejszy będzie kolor i dłuższa będzie jego trwałość.
- wszelkie zacieki i mazy ze skóry twarzy i szyi zmywajcie od razu ;) Henna świetnie łapie głównie skórę rąk i stóp, ale żółte plamy chętnie Wam zostawi również na szyi ;)
- po upłynięciu założonego czasu delikatnie spłukujemy włosy pod bieżącą wodą do momentu, jak nie będziecie czuć grudek czy piasku we włosach, a przede wszystkim aż woda będzie czysta. Teoretycznie można użyć łagodnego szamponu, ale ja trzymam się wersji, że tylko spłukuję i nie używam żadnych kosmetyków włosowych co najmniej przez 24h. Dzięki temu henna dojrzeje na włosach i wolniej będzie się wypłukiwać (niektórzy twierdzą, że nie ma to wpływu)

Aby przedłużyć trwałość:

* spłukujemy hennę tylko wodą, nie używamy szamponu czy odżywki przez 24-48h
* po hennowaniu przez kilka dni unikamy: gliceryny, protein i olejów wnikających, np. kokosowego
 

Mity  na temat henny:

1. Henna powoduje łamliwość włosów pod ciężarem
Takie oto wyjaśnienie znalazłam na wizażu: "henna niestety łamie włosy pod wpływem ich wzrostu.Henna jest cięższa od farby i okleja włos dlatego efekt farbowania henną jest nie trwały i szybko się wypłukuje.Z racji tego że henna jest cięższa i okleja włos to pod wpływem wzrostu osłabia się "nowa" część i przez to może cięższa część odłamać się od reszty". Skoro oklejanie jest takie groźne to już wiem skąd nagonka na silikony :P

2. Henna okleja włos i nie dopuszcza składników odżywczych
Barwnik z henny lawson łączy się z keratyną włosa. Dlatego jest trwały (oczywiście trwałość zależy od wielu czynników). Nie okleja włosów, spokojnie przyjmują one odżywki, czy oleje. Dlaczego włosy wydają się grubsze? Może dlatego, że inaczej odbijają światło, albo dlatego że są sztywniejsze i bardziej puszyste ;)

3. Po hennie nie wolno farbować i rozjaśniać włosów bo wyjdą zielone
Zielony czy niebieski barwnik może uwolnić indygo. Często mieszanki zawierają indygo jeśli mamy uzyskać brąz. Najlepiej samemu łączyć hennę z indygo. Rozrobić hennę kilka godzin wcześniej, a tuż przed nałożeniem rozrobić indygo i zmieszać z henną. Nie jestem specjalistką od indygo, więc nie będę wdawać się w szczegóły dotyczące tego w jakich proporcjach mieszać ;) Wracając do tematu - lawson mniej lub bardziej intensywnie "trzyma się" keratyny we włosie i nie jest chętny, żeby pod wpływem rozjaśniacza puścić ;) Zwłaszcza, gdy hennujemy od lat, to lawson jest już właściwie stałym bywalcem naszych włosów. Warto spróbować łagodniejsza formę - kąpiel rozjaśniającą, zanim napakujemy na włosy rozjaśniacz. Zwłaszcza, że naturalne włosy (odrosty) zareagują inaczej niż hennowana długość, toteż możemy nabawić się niechcianego ombre ;) Ale jeśli nie używałyście indygo nie znajdziecie na głowie zieleni ani błękitu, najwyżej czerwienie, pomarańcze i żółcie ;) W każdym razie mam niemal 100% pewność, że henna nie wpłynie na efekt farbowania szamponem koloryzującym, czy saszetką. 

Gloss 

W celu odświeżenia koloru, nadania refleksów, czy po prostu odżywienia można zastosować gloss. Mieszamy hennę z odżywką, najlepiej bezsilikonową, jeśli zależy nam na efekcie kolorystycznym. Można dodać olejek. Trzymamy 30-60 minut. Intensywność koloru zależy od ilości henny. Można "pobawić" się rozrabiając hennę ciepłą wodą do pasty a następnie dodać odżywkę. Przy niewielkiej ilości odżywki i dłuższym trzymaniu mieszanki kolor wyjdzie intensywniejszy, będzie to właściwie farbowanie ;)

Cassia

Cassia (Cassia obovata) - zwana bezbarwną henną jest stosowana głównie w celu odżywczym. Dodajemy ją do odżywki lub mieszamy z odżywką i trzymamy na włosach 30-60 minut. Zalana ciepłą wodą jak henna i trzymana dłużej może nadać włosom złociste refleksy, ocieplić kolor. Dodana do mieszanki z henną rozjaśnia jej kolor i jest on bardziej miedziany (niż czerwony).

Indygo

Indygo - barwnik uzyskiwany z rośliny Indigofera tinctoria L. – indygowiec barwierski, zawiera niebieski barwnik, używana do farbowania na czarno i na ciemne brązy w połączeniu z henną. Specjalistką jest Eve - zapraszam do jej bloga po szczegóły ;) Napiszę o niej pokrótce, jako uzupełnienie wiedzy o roślinnej koloryzacji. Indygo w przeciwieństwie do henny nie uwalnia barwnika w kwaśnym środowisku, dlatego wszelkie mieszanki henny z indygo należy wykonywać po oddzielnym rozrobieniu i łączyć tuż przed nałożeniem (rozrabiamy hennę wg metod powyżej i np.: odstawiamy na 12h, indygo rozrabiamy tylko wodą, tuż przed wymieszaniem i nałożeniem). Indygo uwalnia barwnik bardzo szybko i bardzo szybko traci właściwości. Dlatego gotowe farby z henną i indygo rozrabiamy tuż przed nałożeniem - jeśli chcemy wykorzystać właściwości indygo: jego ciemny kolor i zimny odcień. Zalanie mieszanki kwaśnym płynem i dojrzewanie przez kilka-kilkanaście godzin spowoduje, że indygo praktycznie nie zadziała i otrzymamy ciepły, rudy kolor od henny. Może trochę ciemniejszy. Indygo szybko się wypłukuje, jest mniej trwałe, ale za to farbowanie chemią czy rozjaśnianie włosów po indygo może dać "ciekawe" efekty kolorystyczne. Niebieski lub nawet zieleń ;) Indygo łapie słabiej, dlatego polecane jest farbowanie dwuetapowe przy jasnych włosach. Hennujemy włosy (rudą henną), a następnie nakładamy indygo (indygujemy? :P). Nakładamy oczywiście po spłukaniu henny. Jeśli rudość henny nam nie przeszkadza to możemy indygo nałożyć kolejnego dnia. Zwłaszcza, jeśli mamy włosy farbowane chemicznie i/lub rozjaśniane a chcemy uzyskać ciemny kolor to henna stanowi bazę i ułatwia indygo połączyć się z włosem. Indygo zalewamy tylko wodą, bez żadnych kwaśnych dodatków (amla jest kwaśna!) i nakładamy wkrótce po zmieszaniu. Dodatek soli wzmacnia uwalnianie barwnika (szczypta soli).



Bibliografia po polsku:
2. Hennapage
3. Blog Pola Henny
4. Wątek na wizażu (milion stron, tylko dla wytrwałych! :P Ale skarbnica doświadczeń)



Post ten będę uzupełniać w miarę zdobywania wiedzy, znajdowania ciekawostek. Jak na razie próbuję rozgryźć terpowanie henny ;) W tym temacie jedynie podałam informacje o dodawaniu olejku z drzewa herbacianego i lawendowego do mieszanki. Mile widziane będą Wasze sugestie, doświadczenia. Korzystałam z wielu źródeł, spotykałam wiele opinii, więc podałam te najczęściej spotykane. Jeśli zauważycie jakiś błąd, nie krępujcie się i poprawcie mnie ;) Będę za to wdzięczna :)